dodatki szczepionkowe – aluminium? glin?

Dodatki szczepionkowe pod lupą mamypediatry. Czas na sole glinu. Kiedyś, ktoś napisał w jednym z komentarzy, że nie powinnam używać sformułowania glin, bo to myli ludzkość. Bo glin to po prostu aluminium. No tak. Nie da się ukryć. Dla mnie od zawsze funkcjonuje to jako synonim. Podobnie jak matka-mama, ojciec-tata, tak samo jest glin-aluminium. Mega ciekawie napisany na temat nazewnictwa artykuł znalazłam tutaj: klik.

Gdzie jest aluminium?

To jeden z najpopularniejszych pierwiastków na ziemi. Jest w wodzie, jest w powietrzu, jest w żywności. Jest również w szczepionkach.

Po co sole glinu?

Sole glinu/aluminium dodawane są do szczepionek od dziesiątek lat (dokopałam się do pierwszych opisów aluminium w szczepionkach – rok 1926). Określa się je nazwą adiuwantów, czyli substancji, które zwiększają lub modulują odpowiedź immunologiczną przeciw antygenom. Po ludzku mówiąc – szczepionka zawiera antygen, którego wniknięcie do organizmu ma wywołać reakcję, a ta z kolei ma uchronić człowieka przed zachorowaniem w przyszłości. Aby zwiększyć moc tej reakcji, a tym samym skuteczność szczepionki – używa się adiuwantów, w tym również glinu. Idealny adiuwant powinien stymulować tę reakcję immunologiczną, a do tego być bezpiecznym, pozbawionym toksyczności produktem.

Kiedyś tak nie było? Czy ilość szczepień ma coś wspólnego z tym adjuwantem?

Kiedyś tak było. Od około 90 lat tak jest, że do szczepionek dodaje się aluminium. Dzięki temu, że taki adjuwant jest składnikiem szczepionki to można podać jej mniej (objętościowo) i nie trzeba podawać więcej dawek. 

robot-1226128_640

Aluminium w liczbach:

Jedna z czytelniczek zarzuciła środowisku medycznemu pewien rodzaj schizofrenii. Z jednej strony ustalone są nieprzekraczalne dawki aluminium na przykład w preparatach do żywienia pozajelitowego, a z drugiej strony w szczepionkach znajdują się jakieś kosmiczne ilości glinu! Chciałabym podkreślić, że nie można tu porównywać uzupełniania niezbędnych składników pokarmowych u osoby żywionej pozajelitowo ze szczepieniem, a nawet uzupełniania niezbędnych składników pokarmowych u osoby żywionej pozajelitowo z odżywianiem się osoby zdrowej.

Miało być o liczbach, dlatego konkrety. Gdzie jest glin? I ile go jest?

  • W szczepionkach. Dla przykładu podaję, ile aluminium jest w 5 dostępnych w Polsce szczepionkach:
  1. Prevenar 13: 0,125 mg fosforanu glinu = 125 mcg (mikrogram)
  2. DTPw: 0,7 mg wodorotlenku glinu = 700 mcg (mikgrogram)
  3. Engerix B: 0,25 mg wodorotlenku glinu = 250 mcg (mikrogram)
  4. Infanrix DTPa: 0,5 mg wodorotlenku glinu = 500 mcg (mikrogram)
  5. Synflorix: 0,5 mg fosforanu glinu = 500 mcg (mikrogram)

Wszystkie podane wyżej dawki są oczywiście do weryfikacji w ulotkach wyżej wymienionych produktów. 

Tutaj –> klik znajdziesz informacje o tym ile aluminium otrzyma dziecko w szczepionkach w przypadku szczepienia „na NFZ” (szczepionkami refundowanymi przez państwo), a tutaj –> klik, ile w przypadku szczepionek płatnych.

Aluminium nie zawierają: szczepionki przeciwko grypie, przeciwko rotawirusom czy przeciwko odrze, śwince, różyczce.

  • Inne źródła glinu. Zawarty jest on nie tylko w szczepionkach czy lekach (używanych min w leczeniu niektórych typów niedokrwistości). Jest również w wodzie, przeróżnych napojach, typowych produktach spożywczych. Podsumowując dietę typowego Iksińskiego: średnia dawka zjadanego przez dorosłego glinu wynosi 45 mg na dobę, a dopuszczalna, czyli bezpieczna to 60 mg/dobę (1 mg/kg/dzień)
  • Dziecko rodzi się z pewnym poziomem aluminium w organizmie.
  • Od 16,9–67,5 mcg/dm3 aluminium znajduje się w Coca-Coli, Pepsi i w soku jabłkowo-brzoskwiniowym i piwie. Zdecydowanie większe ilość glinu znaleźć można w soku z czarnej porzeczki, która jest rośliną oporną na glin, ale kumulującą ten pierwiastek. Znajdziemy go nawet 1,8 mg w 100 g owoców. Dużo aluminium ma również czysty sok jabłkowy (nawet 230 mcg/dm3). Soki kartonowe mają większą zawartość glinu niż te butelkowane. Cola z puszki z kolei może mieć nawet 10 razy więcej aluminium niż ta z butelki plastikowej. Znaczenie ma tutaj również czas przechowywania danego soku w kartonie czy puszce – im dłużej, tym większa jest migracja tego pierwiastka do napoju.soda-466542_640
  • Jako ciekawostkę podam, że tak piętnowany w szczepionkach glin, jest w niewielkich ilościach zawarty między innymi w zielonej herbacie, która jest z kolei dość popularnym „antyrakowym” produktem.
  • Aluminium jest również dodawane do wielu produktów kosmetycznych.

A jak to wygląda u dzieci?  

  • Aluminium jest również w mleku mamy (przez pierwszych 6 msc życia dziecko zjada tą drogą około 6700 mcg – 10000 mcg glinu (6,7 mg do 10 mg).

baby-21167_1280

  • Dzieci karmione mlekiem modyfikowanym zjadają w pierwszych 6 msc życia 37800 μg aluminium (37,8 mg).
  • A „dzieci sojowe” 116600 mcg (116 mg).
  • U dzieci głównym źródłem glinu jest pożywienie, szczepionki i napoje (porównaj powyżej). Niemowlaki powyżej 6 miesiąca życia, które zwykle są już na etapie rozszerzania diety pobierają aluminium w ilości 0.7 mg dziennie (jest to pobór wyłącznie z pożywienia). Dzieci po 12 miesiącu życia osiągają już zdecydowanie wyższe poziomy zjadania glinu: 4.6 mg dziennie.  A w wieku 10 lat pożerają 6.8 mg glinu na dobę.

Doustnie to nie to samo co domięśniowo i dożylnie!

Tutaj pojawia się całe mnóstwo wątpliwości. Zwolennicy teorii spiskowej informują o wstrzykiwaniu aluminium ze szczepionek prosto do mózgu dziecka. Chociaż zapewne chodzi im o to, że wędruje tam drogą krwi. Pamiętajcie jednak, że żadna szczepionka nie jest podawana dożylnie. Są podawane śródskórnie lub domięśniowo. 

Doustnie – inny bezpieczny poziom.

Co do bezpiecznej dobowej dawki aluminium przyjętej doustnie przez człowieka to w zależności od źródła można znaleźć różne dane na ten temat. Myślę, że za najbardziej wiarygodne można uznać poziomy podawane przez FAO/WHO, które ustaliło tygodniową, dopuszczalną ilość aluminium na 7 mg/kg masy ciała na tydzień, czyli 1 mg/kg/dobę. Jedno ze źródeł podaje, że okres połowiczej eliminacji glinu z organizmu człowieka wynosi około 24 godziny, a dawkę <2 mg/kg mc./24 h uznaje się za bezpieczną (jest to norma dobowej ekspozycji). Należy pamiętać, że pewna ilość glinu pochodzi również z opakowań w których żywność jest przechowywana lub z naczyń, w których jest poddawana obróbce kulinarnej.

Domięśniowo – inny bezpieczny poziom.

Szczepionki w większości podawane są domięśniowo (przynajmniej te, które zawierają adjuwanty). W związku z tym inaczej zachowuje się adjuwant podany w takiej formie, niż zjedzone aluminium. Po podaniu domięśniowym – dopiero po pewnym czasie dochodzi do wchłaniania do krwi. Podobnie po podaniu doustnym – aluminium pokonać musi jeszcze barierę przewodu pokarmowego. Wchłanianie do krwiobiegu jest w obu przypadkach inne.

Oczywiście powstały na ten temat odpowiednie prace. Oceniały one zachowanie aluminium podawanego niemowlakom chociażby w mleku modyfikowanym i zachowanie aluminium podawanego w szczepionce. Na tej podstawie określono pewne normy: MRL oraz limit pojedynczej dawki produktu biologicznego (w tym szczepień).

Dopuszczalna dawka aluminium zawartego w szczepionkach jest zdecydowanie poniżej tzw MRL, czyli ”minimum risk level„, który to określa codzienne narażenie na daną substancję podaną doustnie (w tym przypadku aluminium) dopuszczalne, bez wywoływania jakichkolwiek negatywnych skutków. Ten poziom ryzyka wynosi 1 mg/kg masy ciała/dzień. [Agency for Toxic Substances and Disease Registry]. O samym MRL, doustnych i domięśniowych limitach przeczytacie tutaj –> klik.

FDA w swoich zaleceniach dotyczących szczepień podaje tak zwany limit pojedynczej dawki produktu biologicznego (w tym szczepionki) i wynosi on 1,25 mg – jest jak widać jeszcze bardziej restrykcyjny niż podana wyżej wartość MRL.


  • https://wikileaks.org/gifiles/attach/121/121536_Aluminum%20toxicokinetics%20regarding%20infant%20diet%20and%20vaccinations.PDF

  • http://vaccinepapers.org/wp-content/uploads/FDA-aluminum-paper.pdf

Nie będę się tutaj rozpisywać na temat pacjentów z niewydolnością nerek, bo ich należy traktować indywidualnie i wykracza to poza ramy tego artykułu.

Dożylnie – inny bezpieczny poziom. 

Z kolei jeszcze inna norma istnieje dla pacjentów leczonych żywieniem pozajelitowym – tutaj FDA podaje 5mcg/kg/dobę (często ta dawka znajduje się na stronach hejterów szczepień – pamiętajcie, że jest to dawka w przypadku substancji podawanych DOŻYLNIE).  

hospital-834150_640

 

Losy glinu w organizmie

Ta ilość aluminium, która jest zjadana przez każdego z nas jest wchłaniania z przewodu pokarmowego do krwi w ilości około 1% (pojawia się we krwi w ciągu kilku godzin od spożycia). Następnie wydalana jest z moczem (90% tej ilości z krwiobiegu znika z organizmu w ciągu 48 godzin, pozostała ilość znika w ciągu 4 tygodni).

Z kolei glin wstrzykiwany w trakcie szczepienia w udo czy ramię dziecka również jest wchłaniany – z miejsca podania do krwiobiegu. Jest to jednak nieco wolniejszy mechanizm. Ze stosowanych adjuwantów: wodorotlenek glinu wchłania się do krwi w 17%, a fosforan glimu w 51%. Ślady glinu we krwi są oznaczane już po godzinie od wykonania szczepienia. To co trafia do krwi po szczepieniu wydalane jest, podobnie jak w przypadku glinu pokarmowego od 2 dni do 28 dni (wodorotlenek glinu jest w tym czasie całkowicie eliminowany z krwi, jego kuzyn fosforan wydalany jest dłużej).

Dokładne losy pierwiastka we krwi (gdzie trafia zarówno z pożywienia, jak i ze szczepionek i preparatów do żywienia pozajelitowego):

90% aluminium z krwi wiąże się z transferyną, a 10 % z cytrynianiem. W tej postaci większość opuszcza organizm drogą nerkową (wydalanie z moczem), część usunięta zostanie wraz z żółcią (przewód pokarmowy), a część pozostanie w formie związanej w organizmie.

Co się nie usunie to zostanie

 

Niewielki procent pozostaje w organizmie i odkłada się w różnych tkankach. 50-60% w kościach, 25% w płucach, 1% w mózgu, ułamki procenta w skórze, przewodzie pokarmowym, układzie limfatycznym. W każdym zakątku organizmu można znaleźć pewną ilość tego pierwiastka. 

Zanim dziecko dorośnie to będzie posiadało w swoim organizmie od 50 do 100 milligramów aluminium. I większość pochodzi z żywności. Wiem, że niektórzy rodzice wykonują jakieś analizy włosa w kierunku metali ciężkich i krzyczą w internetach, że aluminium z mlekiem dziecku nie podali. Otóż błąd. Właśnie podali. Co nie zmienia faktu, że aluminium ma prawo być w każdym zakątku naszego organizmu i ten jest tak dobrze skonstruowany, że większość aluminium które otrzymujemy (bez względu na to jaką drogą) jest usuwane.  

Spotkałam się z opinią, że nie powinno się szczepić dziecka, bo szczepionkę z aluminium podaje się prosto do mózgu dziecka, które nie ma bariery krew-mózg. Po pierwsze szczepionkę podajemy do mięśnia, a nie do mózgu. Po podaży szczepionki dochodzi do jej wchłaniania i rozprzestrzeniania po organizmie z udziałem krwi. Noworodki wbrew opinii niektórych osób mają barierę krew-mózg, ale nie jest ona w pełni dojrzała. Mimo to podawane szczepionki są bezpieczne. Podobnie jak podawanie mleka modyfikowanego.

Glin zły

Glin jest trzecim, najbardziej rozpowszechnionym pierwiastkiem na kuli ziemskiej. Jednak nadmiar glinu w diecie jest niepożądany. W literaturze opisywane są przypadki wapnienia tkanek miękkich, niedokrwistości oraz zaburzeń neurologicznych. Dopuszczalny jest też udział glinu w patogenezie choroby Alzheimera. Ponadto mówi się o jego związku z chorobami autoimmunologicznymi. Wiele badań nie jest jednoznacznych, wiele jest jeszcze w trakcie badania. Nie ma jednak wątpliwości, że glin w zbyt dużych ilościach jest po prostu toksyczny. Niezbitym dowodem na to jest opis zbiorowego zatrucia glinem (rok 1988 w Wielkiej Brytanii, kiedy to kierowca ciężarówki wrzucił 20 ton siarczanu glinu do złego zbiornika (zamiast do wody do oczyszczenia to do wody pitnej). Pomiar aluminium w tej wodzie wskazał na 320mg/l. Objawami zatrucia były wówczas zaniki pamięci, wysypki , bóle stawów i pieczenie przełyku.

Autorzy prac opisujący szkodliwość glinu podkreślają, że wystąpienie chociażby chorób autoimmunologicznych po szczepieniach, wobec masowości szczepień, jest relatywnie rzadkie. Sama szczepionka zawierająca glin potrzebuje jeszcze kilku warunków do rozwoju choroby autoimmunologicznej. Między innymi mowa o wystąpieniu zjawiska molekularnej mimikry (czyli krzyżowej reakcji antygenów z własnymi antygenami), indywidualnej genetycznej podatności oraz wpływie czynników środowiskowych (infekcje, narażenie na dym tytoniowy, środki chemiczne, zanieczyszczenie środowiska).

Wiele jest w naszym środowisku źródeł glinu dlatego po raz kolejny odsyłam do czytania etykiet! Bądź świadomym rodzicem. Twoje dziecko dostaje glin w szczepionkach, w pożywieniu i napojach. Sprawdź ile produktów w Twojej kuchni ma aluminium. Kontroluj to. Podobnie jak kontroluj ilość zjadanej rtęci (metylenortęć z pożywienia jest groźna – nie myl jej z tiomersalem ze szczepionek—> klik). Unikaj kartonowanych soków. Najlepiej przygotowuj soki sama, nie tylko ze względu na aluminium, ale przede wszystkim ze względu na cukier.

Nie podejmuj decyzji o nie-szczepieniu na podstawie kilku przeczytanych w internecie sensacyjnych doniesień. Opieraj się na publikacjach. Wysłuchaj swojego lekarza. Poproś go o przedstawienie wiarygodnych badań.

 

 

  • Wide Variation in Reference Values for Aluminum Levels in Children: Michelle Zeager, Alan D. Woolf, Rose H. Goldman
  • Aleksandra Krause, Paulina Górska, Janusz Ślusarczyk, Adiuwanty – substancje podnoszące skuteczność szczepionek – część II
  • Prof. dr hab. n. med Krzysztof Buczyłko, Zakład Alergologii Instytutu Medycyny Wewnętrznej WAM oraz Centrum Alergologii, Ewolucja adiuwantów w preparatach alergenowych
  • Z badań nad rolnictwem społecznie zrównoważonym; Jakość i bezpieczeństwo żywności a zdrowie konsumenta; Praca zbiorowa pod redakcją naukową dr inż. Marioli Kwasek Autorzy: mgr inż. Bożena Brzostek-Kasprzak, dr inż. Mariola Kwasek, prof. dr hab. Waldemar Michna, prof. dr hab. Mieczysław W. Obiedziński
  • Maria Długaszek, Mirosława Szopa; ANALIZA PORÓWNAWCZA ZAWARTOŚCI METALI CIĘŻKICH W NAPOJACH PRZECHOWYWANYCH W RÓŻNYCH OPAKOWANIACH, Instytut Optoelektroniki Wojskowej Akademii Technicznej, Kierownik: dr hab. A. Graczyk, prof. WAT
  • Baylor NW, Egan W, Richman P. Aluminum salts in vaccines — U.S. perspective. Vaccine. 2002;20:S18-S23.
  • Bishop NJ, Morley R, Day JP, Lucas A. Aluminum neurotoxicity in preterm infants receiving intravenous-feeding solutions. New England Journal of Medicine. 1997;336:1557-1561.
  • Committee on Nutrition: Aluminum toxicity in infants and children. Pediatrics. 1996;97:413-416.
  • Ganrot, PO. Metabolism and possible health effects of aluminum. Environmental Health Perspective. 1986;65:363-441.
  • Keith LS, Jones DE, Chou C. Aluminum toxicokinetics regarding infant diet and vaccinations. Vaccine. 2002;20:S13-S17.
  • Pennington JA. Aluminum content of food and diets. Food Additives and Contaminants. 1987;5:164-232.
  • Simmer K, Fudge A, Teubner J, James SL. Aluminum concentrations in infant formula. Journal of Paediatrics and Child Health. 1990;26:9-11.

37 przemyśleń na temat “dodatki szczepionkowe – aluminium? glin?”

  1. ~Karolina pisze:

    Super profesjonalny wpis. Zabrakło mi jakichkolwiek argumentów. Szczepię dwójkę swoich dzieci, ale zawsze mam wyrzuty sumienia, że narażam ich zdrowie (takie same wyrzuty miałabym w przypadku nieszczepienia). Cieszę się, że znalazłam ten blog!

    1. MamaPediatra pisze:

      :) też się cieszę :)

  2. ~mroczarka pisze:

    Piszesz ze dziecko które zaczyna jeść samodzielnie zjada około 0,7 mg dziennie aluminium a z tego wchłania się jedynie 1% do krwi, co daje wartość 7mcg dziennie we krwi a analogicznie obliczając 10 latek dziennie ma 68 mcg we krwi. Jak to się ma do najmniejszej z podanych przez ciebie dawek aluminium w szczepionce „Prevenar 13: 0,125 mg fosforanu glinu = 125 mcg (mikrogram)” Wiemy doskonale że dzieci dostają po trzy szczepionki na jednej wizycie i nie każda z nich ma tylko 125 mcg, które trafiają prosto do krwioobiegu, w najgorszym wydaniu możesz zaserwować dziecku 1500 mcg aluminum !!!!!!! Nie wmawiaj rodzicom, że to jest bezpieczne, własnie takie strzały co jakiś czas mają wielkie znaczenie dla zdrowia naszych dzieci, uważam że są bardziej niebezpieczne od jednorazowego zjedzenia żywności bogatej w aluminium. Sama napisałaś : „Jednak nadmiar glinu w diecie jest niepożądany. W literaturze opisywane są przypadki wapnienia tkanek miękkich, niedokrwistości oraz zaburzeń neurologicznych. ” Zaburzenia neurologiczne są jednym z najczęstszych Niepożądanych Odczynów Poszczepiennych (NOP) Zbieg okoliczności? Już sam fakt że obecność takiego adjuwanta wzmacnia reakcje układu immunologicznego powinno dać do myślenia, to jest coś z czym organizm walczy, więc jak może być zdrowe i korzystne?

    Karolino dobrze że masz wyrzuty, kobieca intuicja w tobie działa tylko nie słuchasz jej, dlaczego? Bo boisz się co powiedzą inni? Czy warto stawiać to na szali ze zdrowiem i życiem własnych dzieci?

    1. MamaPediatra pisze:

      witam. Proszę jeszcze raz przeczytać fragment tekstu o wchłanianiu się aluminium. Może nie podkreśliłam wystarczająco, że szczepionki NIE SĄ PODAWANE DOŻYLNIE, a co za tym idzie zawarte w nich składniki nie wskakują w 100% do krwiobiegu… Nie wmawiam, wyjaśniam, cierpliwie tłumaczę i odpowiadam na pytania rodziców. Z kolei bardzo złym założeniem jest to co pani pisze: ” własnie takie strzały co jakiś czas mają wielkie znaczenie dla zdrowia naszych dzieci, uważam że są bardziej niebezpieczne od jednorazowego zjedzenia żywności bogatej w aluminium”. Bez względu na to czy pani szczepi czy nie to należy zwracać uwagę na skład żywności. Cenię sobie konstruktywną dyskusję, ale Pani komentarz nie trzyma się faktów… Proszę pytać, dokształcać się, a nie tylko opierać na kilku „sensacyjnych” publikacjach.

    2. ~alex pisze:

      To jest straszne, jak ludzie nie potrafią czytać ze zrozumieniem. Jak czytać bzdury w internecie, to potrafią, jak przeczytać z UWAGĄ poważniejszy artykuł – to nie. Żenada. Podkreślę słowo klucz – „nie dożylnie”.

  3. ~Olaf pisze:

    Witam, dziękuję za pomocną publikacje :) Mam pomysł na kolejną. Temat mam właśnie na tapecie, ale nie mam, tak jak Pani dostępu do aktualnych szczepionek. Mój pomysł i propozycja na kolejną publikacje, to zestawienie na obecność Glinu i Rtęci w szczepionek wieloskładnikowych, tak zwanych skojarzonych z tymi pojedynczymi. Zestawienie mogłoby dać odpowiedź na pytanie: ile łącznie według programu szczepień Glinu i Rtęci wstrzykujemy szczepionkami pojedynczymi, a ile skojarzonymi.

    Serdecznie pozdrawiam i czekam na odzew(gdyż to ważna sprawa)

    Olaf

  4. ~Inżynier materiałowy pisze:

    Nie w temacie szczepionek, ale o nazewnictwie. Glin (symbol Al) to pierwiastek chemiczny i tej nazwy trzymają się chemicy. Mówią o związkach glinu (no. Al2O3-tlenek glinu itp.). Aluminium to nazwa używana przez inżynierów materiałowych dla materiału, wykonanego z tego pierwiastka (np. puszka wykonana z aluminium lub stopu aluminium, silumin-stop aluminium z kremem itp.). Powiemy więc, że na powierzchni wyrobów z aluminium znajduje się warstwa tlenku glinu. Glin i aluminium to nie są słowa dowolnie zamienne, mimo że opisują ten sam pierwiastek/materiał (glin/aluminium).

  5. ~Ekologiczna pisze:

    Droga Autorko, nie tylko sole aluminium sa problemem w szczepionkach a FDA to amerykańska agencja do spraw żywności i leków a nie Polska. Ten jeden artykuł nie wzbudzi zaufania do produktów szczepionkowych ani to ze autor pisze ze jest pediatrą. Szczepionki to tylko jeden ze sposobów na odpornośc, najprostszy, najwygodniejszy. Inny sposób jest znacznie trudniejszy. Wymaga wielkiego zaangażowania rodzica, poszerzania wiedzy na temat prawidłowego odżywiania, naturalnego wzmacniania odporności, czasami podstaw fitoterapii. Ja poszłam ta drogą. i jak widać w ostatnich latach w Polsce nie ja jedna. Rodzice nieszczepiących to nie ciemna idiotyczna masa. My dobrze wiemy co robimy.

    1. MamaPediatra pisze:

      Większość agencji międzynarodowych/amerykańskich skupia nie tylko ekspertów amerykańskich ale z całego świata. Wiele eko-mam bazuje na zaleceniach WHO, które mówią o wyłącznym karmieniu piersią – i bardzo fajnie :) Ale WHO to też organizacja światowa a nie polska (tak na marginesie przymiotniki piszemy z małej litery). Nie uważałam (do pewnego momentu) nieszczepiących za ciemną idiotyczną masę. I nadal uważam, ze wiele jest osób, które słusznie nie szczepią – bo są obserwowane w kierunku chorób neurologicznych czy mają stałe przeciwwskazania do szczepień. Jest jednak tak zwany ruch antyszczepionkowy który namawia by „ŚWIADOMIE” podejmować decyzje o nieszczepieniu dzieci. Informowanie o NOPach i zwiększanie świadomości na ich temat to nie jest niestety cel tej organizacji. Zachęcają do leczenia cukrzycy witaminą K (przypominam, że nie-leczona insuliną cukrzyca typu 1 u dziecka jest chorobą śmiertelną). Zachęcają do oczekiwania w przypadku raka piersi (bo sam się cofnie, a firmy farmaceutyczne zarabiają na produkowaniu leków chemioterapeutycznych). To dla mnie absolutnie niedopuszczalne. Rodzic może sobie o własnym zdrowiu myśleć co chce, robić co chce. Ale NIE ZGADZAM SIĘ na narażanie dziecka.
      Niezmiernie ważne jest prawidłowe odżywianie, hartowanie dziecka na spacerach i tak zwane naturalne sposoby na odporność. W pełni się z Panią zgadzam. Sama jestem zwolenniczką zdrowego/higienicznego stylu życia. Ale nie rozumiem jak można zrezygnować ze szczepień. Jak można dobrowolnie narażać dziecko na raka wątrobowokomórkowego, na krztusiec, na pneumokokowe zapalenie opon mózgowo-rdzeniowych? Widziała kiedyś Pani dziecko chore na jedną z wyżej wymienionych chorób? Ja widziałam i były to w większości dzieci wychowywane w dobrym, zdrowym podejściu do życia. Nie wszystkie przeżyły niestety.
      Zawsze się zastanawiam czy zagorzali przeciwnicy szczepień odmówią podania antybiotyku własnemu dziecku z posocznicą meningokokową czy odmówią leczenia białaczki? Jeśli tak to dla mnie tacy ludzie są ciemną idiotyczną masą. Także proszę się zastanowić nad sformułowaniem „dobrze wiemy co robimy”. Skoro nie ufamy środowisku medycznemu, nie ufamy wiedzy lekarza w stosunku do szczepień to nie ufamy też w innych kwestiach, prawda?

    2. ~ewela pisze:

      Pierwsze słyszę żeby zioła i zdrowe żywienie ochroniły dzieci i dorosłych przed chorobami takimi jak gruźlica, polio, odra, różyczka, a może WZW typu B? Tu nie chodzi o mycie rąk -aby nie mieć biegunki i jedzenie czosnku – aby naturalnie zapobiegać czy zwalczać przeziębienie. Masz szczęście, że inni szczepią swoje dzieci, to może twoje nie zachoruje na te ciężkie choroby. Ale im więcej osób nie będzie się szczepiło, tym większe prawdopodobieństwo na przestrzeni lat, że i was choroby dopadną.

  6. ~Ekologiczna Mysl-eko-logicznie.pl pisze:

    po wielu latach poszukiwań właściwego lekarza od chorób dziecięcych, w końcu go znalazłam. Ale w trakcie tych wielu lat słuchałam was pediatrów, stosowałam sie do zaleceń i oczywiście szczepilam jak „wzorowa matka”. Efekt był taki: astma dziecięca (podawałam singulair), nawracające zapalenia oskrzeli, potem zapalenia płuc. Lekarze przekrzykiwali sie w diagnozach: to zakażenia bakteryjne, nie to wirusowe, nie to może jednak alergia. Szafa pękała w szwach od kolejnych butelek berodualu, pulmicortu, zyrtecu, ventolinu. Aż mnie ciary przechodzą jak wspomnę ze wszystko co trzeba było zrobic to ODROBACZYC!!!! Po zastosowaniu kuracji przeciw pasożytom – wszystko ustało jak ręką odjął. Dodam ze dziecko miało po 8 antybiotyków podawanych na rok. do 5 roku życia dziecko miało 21 kuracji. Prawidlową diagnozę postawił człowiek który nawet nie miał medycznego wykształcenia. Teraz uważam ze byłam W-zerową matką. Wszystko sprowadza sie do podnoszenia odporności organizmu i utrzymywania jej na jak najwyższym poziomie, naturalnymi sposobami. Powrót do natury jest jedyna drogą dla mnie i dla mojej rodziny.

    1. MamaPediatra pisze:

      Przy nawracających zapaleniach oskrzeli zawsze wykonuje się badanie kału w kierunku obecności ewentualnych pasożytów. Niektórym dzieciom nawet „na ślepo” podaje się leczenie przeciwpasożytnicze (przy braku pozytywnego badania kału, ale w przypadku obecności objawów klinicznych – artykuł o gliście). Jak sami Pani zauważyła to „ROBAKI” były przyczyną dolegliwości Pani dziecka, więc nie wiem czemu winimy tutaj szczepienia – dostrzegam pewien brak konsekwecji w rozumowaniu. Chyba, że podejrzewa Pani szczepienia o zarażenie dziecka glistą.. Tak czy siak życzę zdrówka i gratuluję konsekwencji w zdrowym żywieniu i higienicznym trybie życia – popieram z całego serca i sama również stosuję :)

      1. ~Dorota pisze:

        Niestety, badanie kału jest niezbyt skuteczną metodą wykrywania pasożytów, natomiast wielu lekarzy wzbrania się przed odrobaczaniem na podstawie samych objawów. Znam dziecko leczone na astmę, operacyjnie na migdałki, które przestało chorować dopiero po odrobaczeniu, pediatra natomiast bez pozytywnego wyniku z kału odrobaczać nie chciała. Migdałek po usunięciu odrósł w ciągu kilku miesięcy. Oprócz kału warto jeszcze sprawdzać eozynocyty (tzw. kwasochłonne), choć u dzieci z alergią nie wiadomo, czy przyczyną ich podwyższenia są pasożyty, czy alergia.

  7. ~Ewa pisze:

    W końcu jakiś normalny tekst z całych wachlarzem argumentów i istotnych informacji. Jestem naturopatka z zawodu (tak, dobrze czytacie: naturopatka) i również szczepiac dzieci miałam wątpliwości, ale zawsze myślałam sobie tak; co będzie jak dziecko nie zaszczepie, a ono zachoruje i umrze?… Poza tym, powiedzcie mi ilu rodziców którzy są przeciw szczepieniom tak naprawde wie w ogóle na jakie choroby się szczepi i jaki jest ich przebieg, komplikacje? Gwarantuje, ze tylko nieliczni. Moje dzieci też prowadzę zgodnie z naturą, prawie nie chorują ale na litość boska nie jestem nawiedzona i jeśli dziecko zachoruje na szkarlatyne (zachorowania naprawdę może się zdążyć dziecku z super odpornościa) to co, nie podadam antybiotyku? Oczywiście że podam bo wiem że nie leczona szkarlatyna ma szereg komplikacji od gorączki reumatycznej po glomerulonephritis… Tak samo jest ze szczepieniami. Uważam że szczepionka bcg na Tuberkuloze czy ospe wierzna to jest nieporozumienie, ale inne podstawowe w tym tezec uważam za niezbędne. Prawda leży zawsze po środku. Medycyna konwencjonalna nie radzi sobie ze wszystkimi chorobami, tak samo jak medycyna naturalna nie jest remedium na każdą chorobę świata. Uważam jednak, że razem wspaniałe współdziałania :) Pozdrawiam

  8. ~Kasia pisze:

    Tym razem Pani nie przeczytała dobrze komentarza poprzedniczki. Napisała ona, że pediatrzy (podobno wykwalifikowani specjaliści) leczyli dziecko na infekcje wirusowe i bakteryjne, alergię sami nie wiedząc co leczą. Żaden z nich nie zalecił badania kału na obecność pasożytów. Ja sama ze swoim dzieckiem nie trafiłam jeszcze na godnego zaufania pediatrę, a proszę mi uwierzyć, że odwiedziłam ich już 5. Nóż się w kieszeni otwiera, jak pediatra na podstawie 10 minutowego badania w gabinecie, popatrzenia do gardła przez 2 sekundy i osłuchaniu jest w stanie stwierdzić przyczynę infekcji. Pediatra woli przepisać antybiotyk zapobiegawczo, nie zlecając nawet posiewu. A moje dziecko zaczęło chorować właśnie po szczepieniach.

    1. MamaPediatra pisze:

      Przeczytałam bardzo dokładnie. Wielu pediatrów – wielu z nich wykwalifikowanych potrafi zlecić podstawowe badania, a nie tylko człowiek bez medycznego wykształcenia (chwała mu za spotrzegawczość). Nie lubię generalizowania. Nie wszyscy lekarze to zło wcielone, ale żaden z nas nie jest Bogiem. ALe owszem – na podstawie 10-minutowego badania podmiotowego i przedmiotowego lekarz pediatra w wielu przypadkach jest w stanie stwierdzić co dziecku dolega, bo do tego został wyszkolony. Nie wzieliśmy się z kosmosu, ale wszyscy skończyliśmy studia, mieliśmy staż i przechodzimy przez ciężki program specjalizacyjny. Badamy i badamy. uczymy się każdego dnia. Nie każdy lekarz jest idealny, ale już samym patrzeniem na dziecko i relacją mamy jest w stanie odróżnić infekcję bakteryjną od wirusowej. Rodzice mają różne wymagania. Należę do lekarzy którzy zanim zlecą antybiotyk wykonują panel badań, które zwykle wskazują na infekcję wirusową i antybiotyku nie przypisuję. Są też przypadki, kiedy bez badań widzę, że to wirus. OZUŚ u niemowlęcia, cieżkie zapalenie płuc, OOZN, angina paciorkowcowa – zawsze antybikotyk. Na prośbę matki – nigdy nie zapisałam co kilka razy skutkowało trzaśnięciem drzwiami, bo dziecko z jednodniową gorączką 38′C ma dostać antybiotyk (i to nawet nazwę konkretną matka podała), bo ONA TAK CHCE. Z całym szacunkiem jeszcze się taki nie narodził co by wszystkim dogodził, ale pediatra pediatrze nie jest równy, więc proszę nie generalizować. Swoją drogą ma Pani wyjątkowego pecha do pediatrów skoro żaden z pięciu nie wzbudził zaufania…
      i zgadzam się – dziecko często zaczyna chorować po wizycie w ośrodku zdrowia (nawet jeśli zapisane jest na dzieci zdrowe)

      1. ~michał pisze:

        Lekarze nie zlecaja wielu badan laboratoryjnych, bo to kosztuje. Zlecenia sa wykonywane przez laboratoria zewnetrzne, przychodnia za nie płaci. Czy tu jest problem ? Czy problemem jest system oparty o tzw ubezpieczenia, wyceny ? Prawdopodobnie przyczyna unikania wszelkich możliwych badań laboratoryjnych jest tzw komercjalizacja, czyli unikanie kosztów, co jest doktryna neoliberalnego kapitalizmu serwowanego od 89 roku w PL a w słuzbie zdrowia od 98 („reformy” buzka), czyli od odejscia od finansowania z budżetu panstwa.

        1. MamaPediatra pisze:

          szczerze mówiąc nie interesuje mnie jakie laboratorium wykonuje badania i ile przychodnia komu płaci. Zlecam badania kiedy jest taka konieczność. Nigdy nie spotkałam się z jakimkolwiek problemem. Nigdy też nie odmówiłam wykonania „wszelkich możliwych badań” – ewentualnie, biorąc pod uwagę stan dziecka – zaleciłam inne niż te, które rodzic sugerował. Unikam trzepania zleceń na lewo i na prawo tylko po to by coś zrobić, bo zbyt duża ilość badań (na przykład u małego dziecka – badanie ogólne moczu) może prowadzić do wyników fałszywie dodatnich i niepotrzebnego leczenia dziecka. System opieki jest zły – tutaj się zgodzę, ale w tym „złym systemie” da się przyzwoicie leczyć (przynajmniej dzieci – z dorosłymi nie mam doświadczenia).

  9. ~Aga pisze:

    Dzień dobry,
    jako przyszła mama i mam nadzieję przyszła pediatra (stażysta) bardzo dziękuję za super merytorycznego bloga. Zdaję sobie sprawę jak wiele pracy i wysiłku trzeba włożyć w przygotowanie dobrego artykułu i odpowiedzi na pytania rodziców w komentarzach. Czyta się świetnie!
    Pozdrawiam!

    1. MamaPediatra pisze:

      dziękuję i powodzenia życzę (nie tylko w zawodzie ale i w roli mamy) :)

  10. ~Radek pisze:

    Wprawdzie już dwa razy zamieszczałem ten komentarz i się nie pojawił, ale spróbuję ponownie. Jeśli nie chce Pani go zamieszczać to proszę odpowiedzieć mi chociaż mailowo, gdyż naprawdę szukam odpowiedzi na poniższe pytanie – zwłaszcza jeśli gdzieś popełniam kardynalny błąd w analizie.

    Napisała Pani, że bezpieczna dawka aluminium przyjętego doustnie wynosi 1mg/kg/dobe… a MRL wynosi.. także 1mg/kg/dzień ?? Jak to jest możliwe, skoro dla obu norm jest inna wchłanialność ?
    Jesli uwzględni się wchłanialność to można powiedzieć, że dawka MRL 17 razy przekracza bezpieczną dawkę „doustną” dla wodorotlenku glinu i 51 razy dla fosfornau glinu, jak to wytłumaczyć ?
    I nawet bardziej restrykcyjny limit pojedynczej dawki 1,25mg przekracza dawkę bezpieczną podaną doustnie – nawet jeśli założymy że niemowlę waży aż 10kg, to (uwzględniając wchłanialność) ilość tlenku glinu wchłoniętego dla bezpiecznej dawki doustnej wyniesie 0,1mg a dla szczepionek 0,21mg (wodorotlenk glinu) lub 0,63mg (fosforan glinu). Oczywiście większość niemowlaków jest dużo lżejsza więc wygląda to jeszcze gorzej dla szczepionek.
    Czy może Pani się do tego odnieść ? Bardzo proszę napisać także, którego związku glinu dotyczą normy – skoro jest inna wchłanialność i co się dzieje z tą niewchłonięta częścią dla dawek podanych niedoustnie – jak jest wydalana ?
    pozdrawiam
    Radek

    1. MamaPediatra pisze:

      inne jest wchłanianie substancji po podaniu doustnym, inne po podaniu dożylnym i inne po podaniu domięśniowym. Dawka 1,25 – podana jest dla szczepionek domięśniowych i absolutnie, w żadnym przypadku nie przekracza tej normy (bez względu na to jakie szczepionki zostaną podane). MRL to limity doustne i wynoszą właśnie 1mg/kg/dzień – https://www.atsdr.cdc.gov/mrls/mrllist.asp, limity dla domięśniowych czy dożylnych substancji są inne bo inna jest wchłanialność. Chyba myli Pan mikrogramy z miligramy bo niby jakim cudem norma 1,25 mg aluminium dla szczepionek ma być przekroczona przy jego poziomach podanych wyżej? Może warto raz jeszcze przeanalizować podane przeze mnie źródła?
      p.s. przyznaję że mam spore zaległości w komentarzach, bo jest ich całe mnóstwo – wiele jest takich jeszcze z września i stopniowo staram się na nie odpowiadać. Dzisiaj chyba pobiję rekord, bo skoczyłam już chyba o miesiąc i zostało mi jakieś 40 :)

  11. ~magda pisze:

    Dzień dobry, mam dwóch synów, obaj przeszli NOP-y, starszy: kolki, AZS, później po czasie rozpoznany jako pokrzywka, zatrzymał się w rozwoju i przestał gaworzyć w wieku 1,5 roku, zrobił się płaczliwy, nieskoordynowany ruchowo (szczepiony zgodnie z kalendarzem, ale szczepionkami acelularnymi, + pneumokoki i meningokoki), po długiej i żmudnej terapii homeopatycznej, dietetycznej, logopedycznej i psychologicznej – zaczął mówić w wieku 4,5 roku, jako sześciolatek poszedł do szkoły, nadrobił rozwój ruchowy, niemniej z płynnym wysławianiem się ma pewne problemy. Ma bardzo silną alergię wziewną i wysoki poziom IgE całkowitego 1500 -2500 UI. Młodszy syn szczepiony wg kalendarza do 2 miesiąca, gdy po DTaP + IPV+HIB+wzwB wystąpił nieutulony płacz trwający nieprzerwanie 3 doby, syn uspokajał się tylko intensywnie bujany, jadł tylko bujany. Te 3 doby to był istny koszmar! Zaprzestałam szczepień i zaczęłam robić badania, m.in. genetyczne. Okazało się, ze starszy ma mutacje w genie MTHFR i problemy z metylacją, a także metabolizmem różnych związków (nie przyswaja kwasu foliowego, ten kumuluje się w jego organizmie w nadmiernych ilościach, cyjanokobalaminę – wit B12 – metabolizuje do cyjanku, nie metabolizuje NLPZ, antybiotyków, adjuwantów i konserwantów ze szczepionek – też). W badaniu włosa wyszła wysoka kumulacja aluminium oraz zaburzenia mineralizacji wskazujące na kumulację metali ciężkich w organizmie. Podobne wyniki uzyskałam u młodszego syna. Mikrobiolodzy zgodnie twierdzą, że przy takich wynikach synów szczepienia to istna ruletka. Ja się boję i ciężkich powikłań poszczepiennych u synów (z jednego wychodziliśmy 3 lata!) a także chorób zakaźnych, chociaż dotychczas z różnymi infekcjami radzą sobie doskonale. Zwalczają sami, bez pomocy leków (tym bardziej, że biorąc pod uwagę ich problemy metaboliczne leki mogą bardziej zaszkodzić niż pomóc). Do jakiej specjalizacji lekarza powinnam się udać? Co by Pani radziła w kwestii szczepień na moim miejscu – szczepić czy nie? A jeżeli tak – to czym? Na co zwrócić uwagę? Z góry dziękuję za wszelką pomoc.

    1. MamaPediatra pisze:

      U Was sytuacja jest trudna i bardzo skomplikowana. Powinniście być pod opieką Poradni genetycznej lub metabolicznej, dodatkowo udać się do Poradni szczepień i dopiero po decyzji specjalisty rozważyć ewentualne szczepienia. Bardziej skłaniałabym się do rezygnacji np z DTP – tym bardziej że NOPy wystąpiły po podaniu szczepionki acelularnej.

    2. ~Edyta pisze:

      Bardzo proszę o kontakt do Pani. Chyba mamy podobny problem z synem.
      Pozdrawiam
      Edyta Zielińska

    3. ~Edyta pisze:

      Proszę o kontakt na maila
      daihla@tlen.pl

  12. ~Marta33 pisze:

    Chciałabym poznać pani zdanie na temat produktu Gardasil. Podobno szczepienie tym produktem ma być obowiązkowe od stycznia 2017. Jestem tym faktem mocno zaniepokojona. Na anglojęzycznej stronie internetowej przeczytałam, że ma dużo skutków ubocznych. Nie chcę szczepić tym produktem mojej córki, jest po prostu niebezpieczny i niedostatecznie zbadany. Pragnę poznać zdanie fachowca, dlatego proszę o poradę. Dziękuję.

    1. MamaPediatra pisze:

      w najbliższym czasie postaram się napisać na temat tego szczepienia.

  13. ~Dominika pisze:

    witam, a co Pani sądzi o szczepieniu przeciw ospie wietrznej? Niestety taką decyzję podjęliśmy w przypadku naszych dzieci. Lekarz namawiał nas, bo jedno i drugie to alergik, by zaszczepić, to łagodniej przejdą lub nie zachorują w ogóle. Martwię się jednak, że zachorują w wieku dorosłym. A wtedy chorobę przechodzi się dużo gorzej, z powikłaniami.

    1. MamaPediatra pisze:

      witam. specjaliści chorób zakaźnych mówią, że nie ma potrzeby doszczepiania w wieku dorosłym, bo dziecko, nawet zaszczepione jakiś kontakt z wirusem ospy będzie miało przez całe swoje życie, więc układ immunologiczny będzie stale pobudzany do produkcji przeciwciał. Dodatkowo, dotychczasowe obserwacje i badania wskazują że po 14 latach od zaszczepienia odporność się nie zmniejszyła, więc możliwe, że szczepienie chroni dożywotnio – potrzeba jednak jeszcze dłuzszych obserwacji.
      Jeśli Państwa dzieci to alergicy, u których występują zmiany skórne – to tym bardziej zalecam zaszczepić.

    2. ~Joanna pisze:

      Dwoje dzieci zaszczepiłam przeciwko ospie wietrznej (jedną dawką), jednego nie. Gdy nastąpiło zetknięcie z ospą, jedno dziecko nie zachorowało, drugie (szczepione) miało 3 krostki, dziecko nieszczepione zachorowało bardzo ciężko i ma blizny na całe życie. Bardzo żałuję, że nie podałam szczepionki – nawet jeśli dziecko zachoruje na ospę, to ma ona zupełnie inny przebieg niż bez szczepienia.

  14. ~się zastanawiam pisze:

    Czy to bezpiecznie szczepić na HPV nasze dziewczynki? Tyle się słyszy o komplikacjach po tej szczepionce. Poza tym czy są w ogóle jakieś badania potwierdzające jej skuteczność?

    1. MamaPediatra pisze:

      wpis o HPV na pewno się pojawi. To dość złożony temat, niezwykle ważny i wielokrotnie pojawiały się prośby o jego omówienie. W wolnej chwili na pewno się tym zajmę. pozdrawiam

  15. ~Mama pisze:

    Jestem osobą, która w niemowlęctwie doznała NOP-ów. Przy podawaniu pierwszych dawek szczepionki p/ospie i krztuścowi pojawiły drgawki na tyle silne, że lekarz zadecydował o zupełnym wyłączeniu mojej osoby z programu szczepień ochronnych. Swoją decyzję uwiecznił w książeczce zdrowia – „Nie szczepić!!!” z pieczątką i podpisem. Minęło trochę lat, zostałam mamą dwójki dzieci. Starsze szczepiłam ‚na 6-tkę’, w efekcie maluch dorobił się astmy, zaburzeń metabolicznych, tików nerwowych (niekontrolowany ruch ręką) oraz powiększonego mięśnia sercowego. Był zadziwiająco monotematyczny w swoich zainteresowaniach: unikał dzieci, dużo płakał, godzinami leżał na dywanie i jeździł autkiem, albo tworzył ‚korki’ samochodowe. Wtedy jeszcze nie wiązałam tego ze szczepieniami, dopiero sugestia prywatnego lekarza mnie oświeciła. Dawek przypominających dziecko nie dostało – być może dzięki temu zaczęło normalnie rosnąć (do ok. 12 roku życia był na minimum siatki centylowej – pediatra rozważał podanie hormonu wzrostu), skończyła się astma, a wyniki w szkole są bardzo wysokie. Został nam problem jelita nadwrażliwego.
    Zmaltretowana trudnym doświadczeniem, drugie dziecko chroniłam przed szczepieniami (nie udało nam się uciec przed tymi w pierwszej dobie). Uderzyłam się w pierś i wzięłam też poprawkę na poród przez cc i karmienie sztuczne od urodzenia (problemy z laktacją) – nikt już nie zaprzecza, że to również ma wpływ na stan zdrowia i odporność dzieci. Mimo tego… Dzisiaj dziecko ma 6 lat; nie powiem, że jest absolutnie zdrowe: epizody alergii wziewnej pojawiają się na wiosnę i wczesną jesienią. Łapiemy też infekcje, chyba była ospa (piszę ‚chyba’, bo taką diagnozę postawił lekarz pediatra: po obejrzeniu kilku kropek na plecach i stanu podgorączkowego). Stoczyłam nierówną walkę z przychodnią, sanepidem i wojewodą, zyskałam kilkadziesiąt siwych włosów, ale warto było: dziecko jest zupełnie inne, żywe, energiczne, bardzo kreatywne.
    Nie byłabym jednak sobą, gdybym nie zgłębiała dalej zagadnień szczepionkowych, bo rozsądek mi podpowiada, że ich założenie jest słuszne, tylko… właśnie: albo współczesny przemysł farmaceutyczny popełnia jakiś błąd, albo mamy do czynienia z kompilacją pewnych niekorzystnych zjawisk. Zjawisk, które sprawiają, że ilość powikłań poszczepiennych rośnie w szalonym tempie. I nie będę tu cytować komentarzy ze stron anty szczepionkowych, ale polecam przejrzeć statystyki WHO. Nie ukrywam też, że masowy napływ uchodźców oraz żywiołowy charakter młodszego dziecka sprawia, że zaczynam się zastanawiać nad zasadnością niektórych szczepień: polio, tężec, błonica. I teraz tak: na stronie mp.pl w dziale szczepień znajduję taką oto informację: „Po ukończeniu 7. roku życia nie zaleca się stosowania szczepionek DTPa ze względu na zwiększone ryzyko nasilonego odczynu miejscowego. Poza tym żadnej z dostępnych w Polsce szczepionek DTPa nie zarejestrowano do stosowania w tym wieku, co w razie wystąpienia ciężkiego NOP mogłoby mieć przykre konsekwencje dla lekarza. Skłonność do nadmiernych reakcji – głównie miejscowych – zwiększa się wraz z liczbą podanych dawek szczepionki przeciwko krztuścowi (niezależnie od tego, czy są to preparaty DTPw, czy DTPa) oraz z wiekiem szczepionych. Niewystępowanie NOP po wcześniejszych szczepieniach DTP nie gwarantuje dobrej tolerancji szczepionki DTPa w tym wieku.” Będę ogromnie zobowiązana, jeśli Pani odniesie się do mojego komentarza i podpowie mi, co w tej sytuacji. Poradnia Szczepień Wysokiego Ryzyka najwyraźniej nie zagląda na stronę mp.pl, bo stworzyła nam kalendarz szczepień od podstaw, z dawkami co 6 tygodni, uwzględniając jedynie mój NOP po krztuściu i usuwając go z rozpiski. Czy w naszej sytuacji jest sens i na co bezpiecznie szczepić 6-letnie dziecko? Pozdrawiam

    1. MamaPediatra pisze:

      Witam. Nie do końca rozumiem jakie rozwiązanie zaproponowała Wam Poradnia?
      Po 7 roku życia nie powinno się podawać szczepionki DTP. Nie wiem ile dziecko dokładnie ma wieku – tzn ile zostało do 7 urodzin,bo z tego co Pani pisze wnioskuje ze jeszcze troche czasu jest? Być moze w tym czasie który pozostał do 7 urodzin na rynku pojawi się DTPa. W przeciwnym razie zalecana będzie szczepionka ze zmniejszoną dawką toksoidu błoniczego i bezkomórkowych antygenów krztuśca (dTpa), a w dalszej kolejności Td – by zabezpieczyć przede wszystkim przeciwko tężcowi.

  16. ~Marek pisze:

    Mam pytanie. Jestem z wykształcenia technikiem więc proszę mnie wyprowadzić z błędu – jeśli się mylę. Czytając ulotkę szczepionki Prevenar 13 widzę, że każdy ze składników czyli np: Polisacharyd pneumokokowy serotyp 1 jest skojarzony z białkiem i z 0,125mg glinu i tak na każdy następny składnik (jest 13). Glinu mamy więc 13×0,125mg. Pytam bo jest to niejednoznaczne.

    1. MamaPediatra pisze:

      http://www.ema.europa.eu/docs/pl_PL/document_library/EPAR_-_Product_Information/human/001104/WC500057247.pdf – na stronie 111 jest to może lepiej zobrazowane. Nie istnieją szczepionki które by przekraczały bezpieczny poziom aluminium: klik i klik

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>