Moje drogi mleczne

0 Flares Twitter 0 Facebook 0 0 Flares ×

W związku ze światowym tygodniem karmienia piersią, postanowiłam napisać nowy post o karmieniu. Niedawno na instagramie i facebooku przypominałam Wam ten sprzed 2 lat: klik. Wiele się od tamtego wpisu zmieniło. Przede wszystkim urodziłam trzecią córkę i jestem właśnie w trakcie mojej trzeciej „drogi mlecznej”. Teraz mogę śmiało powiedzieć. Pierwsza była najtrudniejsza. A teraz? Jestem po prostu szczęśliwa, że karmię piersią.

Po raz pierwszy…

Nie wiedziałam jak to się robi. Tak, nie potrafiłam przystawić dziecka do piersi. Dziesiątki razy widziałam jak robią to inne matki, jak pomagają położne, ale sama nigdy wcześniej nie karmiłam i nie wiedziałam, że to takie trudne. Nie wiedziałam, że nie tylko dziecko musi się nauczyć tę pierś chwycić, ale że i ja muszę ją dobrze podać. Nie wiedziałam, że ma jakieś znaczenie pozycja, że są jakieś wypasione poduszki do karmienia. Pani doradczyni laktacyjna przybyła na moją salę 1 raz. Zapytała czy wiem jak przystawiać. Córka akurat spała.Odpowiedziałam, że nie potrafię, że nie zawsze sobie radzę. „To przyjdę za chwilę, pokażę”. Już nie wróciła.

Ale mimo to po pierwszych dwóch tygodniach było już łatwiej. Pierworodna okazała się ssakiem na potęgę. Leżała przy piersi godzinę, na kolejne karmienie budziła się po 2 godzinach i byłam uziemiona na kanapie. I potem się zaczęło. Kolka niemowlęca. Ulewanie. Koszmar. Codziennie, ponad 3 godziny krzyku. zawsze wieczorem (zaczynała mniej więcej na „Barwy szczęścia” i kończyła po 23). Byłam załamana. A do tego doszło jeszcze jedno niefortunne zdanie pediatry „na zastępstwie” – „Co pani zjadła? Czemu zjadła pani pomidora? Po pomidorze boli brzuch. Pani ją karmi, więc jak ją boli brzuch to wiadomo, że to przez to, co pani zjadła.. Niektóre matki to o chlebie i wodzie – trudno”. Najpierw mi powiedziano, że mam diety nie zmieniać, tak też wspominano na zajęciach z położnictwa na studiach. Teraz takie rewelacje… Ale jak moja wina to moja. Więc zaczęłam ograniczać wszystko po kolei. Aż naprawdę niewiele zostało. Źle się czułam. Byłam zmęczona. Byłam wkurzona. Chciałam dać mleko modyfikowane, bo chciałam, żeby ten koszmar się skończył. Nawet jeśli kolki będą nadal to ja przynajmniej nie będę miała wyrzutów sumienia. „Idź po mleko” – powiedziałam do męża. „Nie. Daj spokój. To nie przez Ciebie. Zobacz jak ona lubi jak ją karmisz. Ładnie ssie.”. I tak codziennie. Momentami nawet krzyczałam. A mąż? Wspierał mnie. Nosił Anię. Tulił. Spała głównie na jego piersi – tak, by być wyżej i by mniej się ulewało (bo oprócz kolki ulewała na lewo i prawo). Uspokajał mnie i powtarzał, że jak ja się denerwuję to córka to odczuwa. Razem testowaliśmy sposoby na kolkę. Szukaliśmy rozwiązań. Przetrwaliśmy. Ja przetrwałam. Dzięki wsparciu mojego męża. Karmiłam ponad 14 msc. Z perspektywy czasu nie żałuję. Później oczywiście było łatwiej. Kolki same minęły po 3 miesiącach. Stopniowo zaczęłam jeść normalnie. Lepiej się poczułam.

laktacja

Po raz trzeci…

Celowo omijam temat drugiej drogi mlecznej, bo chcę przedstawić te najbardziej kontrastujące ze sobą okresy w moim życiu. Czas ostatniej ciąży był dla mnie ogromnym stresem. Była to moja czwarta ciąża (poprzednia zakończona poronieniem w 9 tygodniu). Do tego wyniki testu PAPPA nie były za dobre. Martwiłam się przed każdą wizytą. Uspokajał mnie jedynie profesjonalizm mojego ginekologa i znowu – mój mąż. Poród, pierwsze badanie córki leżącej na moich piersiach i cała ta opieka okołoporodowa – wszystko to uspokoiło mnie i naprawdę czułam się „zaopiekowana”. Urodziłam zdrowe dziecko. Kontakt skóra-do-skóry, który miałam też przy poprzednich porodach, ale krócej, teraz trwał dwie godziny. Od razu przystawiłam córkę do piersi. Miałam wsparcie dobrych lekarzy. Miałam cudowne położne. Wszystko było idealnie.

Problemy jednak się zaczęły. Córka ssała jak smok przez pierwszą dobę. Przekładałam ją z jednej piersi do drugiej. Jako, że nie jestem supermanem, to nie miałam też możliwości błyskawicznego przerzucania jej z jednego cycka do drugiego i po drodze trochę się złościła. W nocy przyszły do mnie pielęgniarki. Pech chciał, że nie było wolnych łóżek na położnictwie, więc leżałam trochę dalej, na ginekologii i moje położne miały do mnie dalej. Z paniami z ginekologii miałam jednak mniejszą styczność i nawet nie wszystkie kojarzyłam z wyglądu. No, ale wparowały w nocy jakieś dwie baby. Zaczęły mnie macać po piersiach (tak macać). „Przecież Pani nie ma mleka. Niech Pani idzie na położnictwo to Pani dadzą. Pani nie żal, że ona tak płacze? Co z pani za matka? Pacjentki spać nie mogą przez pani dziecko”. Szczerze mówiąc mnie zamurowało. Najpierw tylko rozdziawiłam buzię i się na nie spoglądałam. Nie mogłam uwierzyć, że jestem w moim szpitalu, na oddziale, który tak wszystkich zachwalam. „Przecież ona ma całą głowę spoconą. Od razu widać że jest głodna”…. (nowa oznaka głodu jakbyście nie wiedzieli). Kiedy odzyskałam mowę to ku mojemu własnemu zdziwieniu zaczęłam też płakać. „Po pierwsze, to może nie wylewa mi się pokarm strumieniami, ale laktacja na początku tak właśnie działa i jakby panie nie wiedziały to jest normalne. A jakiś pokarm mam po mam upaćkaną całą pieluchę od siary. Po mleko nie pójdę. A jak Pani przeszkadza płacz mojego dziecka to mogę opuścić oddział. A tak poza tym to jest normalne, że dzieci płaczą”. Coś tam burknęła jedna z drugą, usłyszałam tylko „Nie, to nie jest normalne”, a przez moje zapłakane okulary zobaczyłam jak zamykają się za nimi drzwi. Resztę nocy spędziłam chodząc z dzieckiem po sali, żeby nawet nie jęknęła jak ją odstawię na chwilę od piersi. I karmiłam dalej, chodząc.

Na drugi dzień poskarżyłam się położnym, poskarżyłam się neonatologom. Ponoć te panie miały już swoje na sumieniu, już nie raz uwagę im zwracano. Może powinnam była zrobić większą awanturę. Napisać skargę. Ale może i racja, że płacz mojego dziecka przeszkadzał. W końcu leżałam na ginekologii. Może za ścianą była kobieta po poronieniu. Może ona płakała słysząc moje dziecko. Ale ja słyszałam na mojej sali również dzieci płaczące na położnictwie, więc nie tylko moje dziecko jest „nienormalne” i płacze.

Po tej jednej nocy znowu wszystko było dobrze. Córka rozkręciła trochę laktację, była spokojniejsza. Ja też. Nie zmienia to faktu, że taka jedna sytuacja jest w stanie bardzo zaszkodzić młodej mamie. Nie ma prawa się zdarzyć. Po porodzie, zwłaszcza pierwszego dziecka kobieta ma wiele wątpliwości. Jest zmęczona, zagubiona. Położne i lekarze są od tego by wspierać. A gdy zdarzy się coś takiego to jak młoda mama ma karmić piersią, jak ma poczuć się komfortowo, gdy usłyszy na wstępie „co z pani za matka”…? Nie wiem ile kobiet po porodzie trafiło przede mną pod skrzydła tych pielęgniarek, ale mam nadzieję, że żadna po mnie nie usłyszy od nich takich słów.

Proszę Was kochane mamy. Nie dajcie się. Pamiętajcie, że nawet w najlepszym szpitalu, na najlepszym oddziale mogą się trafić różni ludzie. Mogą mieć miejsce różne sytuacje. Lekarze też trafiają na takie „baby” (nie wiedziały chyba nawet, że pracuję w tym samym szpitalu i kim jestem). Pamiętajcie, że Wasze mleko jest najbardziej wartościowe na świecie, a Wy jesteście najlepszymi mamami. 

Najmłodsza córka skończyła dzisiaj 4 miesiące. Mimo tego nieprzyjemnego akcentu cały czas się karmimy. Nie zastanawiam się czy okresowe niepokoje mają coś wspólnego z moją dietą. Wbrew temu co usłyszałam w noc po porodzie – to, że dziecko (zwłaszcza tak małe) płacze – jest NORMALNE. A co ma innego robić? Umie właściwie tylko płakać i być uroczą istotą.

Zjadam wszystko. Nie oznacza to, że zajadam się chipsami i popijam je pepsi. Staram się jeść zdrowo. Ale tak powinnaś jeść zawsze – nie tylko w ciąży i w okresie karmienia piersią. Jedyna reakcja, którą wiążę typowo z jedzeniem to śluz zamiast kupy po brzoskwini z Lidla. Nie winię owocu, ale myślę, że mogę winić środki, których użyto do tego żeby ta brzoskwinia wyglądała tak idealnie (pomimo długiej podróży z ciepłych krajów). Po brzoskwini z innego źródła nic się nie działo. Dieta mamy karmiącej nie istnieje. Ale jeśli mnie spytasz czy możesz jeść burgery zamiast śniadania to powiem NIE.

Nie chodzę co tydzień na ważenie córki. Widzę, że przybiera, na szczepieniu jest ważona i tyle. Nie liczę obsesyjnie ile przybrała w tydzień/dwa tygodnie/miesiąc. Miałam taką obsesję przy drugiej córce, ale i tak niewiele ona wniosła.

Nie panikuję. Nie myślę o tym czy moje mleko jest chude/tłuste czy nie wiem jakie tam jeszcze. Pamiętaj! Twoje mleko jest dla Twojego dziecka IDEALNE. Najlepsze! Nie mam zamiaru rozszerzać jeszcze diety córki. Przy starszych córkach „spontaniczne degustacje” zaczęłam już po 4 miesiącu życia. Niby zgodnie z zaleceniami polskich ekspertów (zalecają wyłączne karmienie piersią do 6 miesiąca życia, ale jednocześnie podają wiek minimalny dla rozpoczęcia rozszerzania diety), a WHO zaleca wyłączne karmienie piersią do 6 miesiąca życia – po to by laktacji nie zaburzać. Te wcześniejsze degustacje (a nie od razu dwudaniowe obiady) niby zakłócać nie mają, ale zupełnie nie widzę, by córka miała być gotowa na jakiekolwiek inne jedzenie. Przy mojej pierworodnej zalecenia były inne niż teraz. Inaczej było z glutenem, inaczej z innymi produktami. Były nawet jakieś tabelki, w których wyszczególniono jaki owoc kiedy można dać. U średniej miałam obsesję z przyrostem masy ciała. I liczyłam, że im szybciej dam jej obiad to ją utuczę jak jakąś gęś. Nie wyszło ;) Nie zakładam też że dokładnie 5 października dam jej jakiś nowy produkt. Może nie będzie jeszcze gotowa. A może będzie gotowa kilka dni szybciej? Czas pokaże.

Stwierdzam, że karmienie siedzi w głowie. Nie martwię się, nie analizuję, wspieram inne matki karmiące. Po prostu cieszę się, że karmię piersią. Pamiętaj, żeby prosić o wsparcie. Dla mnie ogromną pomocą w okresie laktacji był mój mąż. Zaangażuj tatę. Niech pomaga. Niech czuje się potrzebny i niech wspiera Ciebie – rozchwianą przez hormony kobietę. Jeśli trafisz na kiepską położną/kiepskiego pediatrę – nie poddawaj się. Próbuj u kogoś innego. Zdarzają się sytuacje, że trzeba podać mleko modyfikowane. Nie jest to zbrodnia. Wiele mam dokarmia. Wiele mam przechodzi w pewnym momencie na mieszankę. Niektóre z powodów zdrowotnych. Inne z powodu niepowodzeń w karmieniu piersią. To również są najlepsze na świecie mamy. Ale przy dobry wsparciu w wielu przypadkach można uniknąć mieszanek i po prostu cieszyć się z karmienia piersią.

8 przemyśleń na temat “Moje drogi mleczne”

  1. ~Ula pisze:

    Super wpis! Moja droga mleczna zaczęła się 25 lipca br. Mała od razu zaczęła ssać i byłam w szoku, że nam to tak super idzie. Schody pojawiły się w trzeciej dobie… Rano, jeszcze w szpitalu zaczął się robić nawał, mała nie mogła złapać piersi która była wielka i twarda jak głaz, ja się strasznie przez to denerwowalam i ona płakała… Poszłam do położnej poprosić o pomoc… To moje pierwsze dziecko – nie miałam pojęcia co robić, oprócz tego że wziąć ciepły prysznic i najlepiej ściągnąć trochę mleka – ale jak? Nie miałam pojęcia. Położna dotknęła piersi – stwierdziła – to nie jest nawał i poszła. A ja dalej nie mogłam przystawic małej. Siedziałam i płakałam… Na szczęście przyszła z pomocą inna młoda położna i nam pomogła. Po pobycie na oddziale poporodowym w jednym z gdańskich szpitali stwierdziłam, że niestety starsze położne maja gdzieś nas-mamy. Bo niestety ale to nie była tylko ta sytuacja, a jeszcze inne. Ale dalysmy radę, ciężkie były dwa dni z nawalem ale się nie poddalysmy i teraz już mogę powiedzieć po tych prawie dwóch tygodniach od porodu że sytuacja opanowana i pierwsze co to trzeba zaufać swojej intuicji i walczyć!

  2. ~Voo pisze:

    Czasami trzeba się mocno uprzeć, żeby zacząć karmić piersią. Ja tak miałam – mała płakała w szpitalu, straciła 10% wagi, a mnie nie wypuszczono po trzech dobach właśnie ze względu na to. Położne poradziły, żeby dać mieszankę i ćwiczyć z laktatorem. Trafiłam do pokoju z koleżanką, ktora miała identyczny problem i spędziłyśmy cały dzień, a potem całą noc z laktatorami i obu się udało :) Bez takiego wsparcia z pewnością byłoby mi ciężej. No, a teraz moja droga mleczna trwa już ponad 5 miesięcy, mieszanką dokarmiałam tylko przez te kilka pierwszych dni, a potem juz ani razu. Młodej w niczym to nie przeszkodziło. Jak miała miesiąc, to odmówiła kategorycznie używania jakichkolwiek butelek i smoczków, więc te trudne początki poszły w zapomnienie.

  3. ~Elajza pisze:

    Polscy eksperci z PTGHiŻD, pomimo podania informacji o tygodniach, kiedy dziecko jest w stanie juz cos zjesc, rowniez zalecaja wylaczne karmienie piersia do ukonczenia 6 miesiaca. Pisza o tym w tym samym dokumencie :)

    1. MamaPediatra pisze:

      zgadza się. trochę to niespójne, ale ma określać tę dolną granicę wieku :)

  4. ~Elajza pisze:

    A poza tym, napisane w punkt. Wsparcie personelu i najblizszych to polowa sukcesu. Masz madrego meza.

  5. ~Katarzyna pisze:

    Witam
    Jestem po raz trzeci mamą. Mam dwoje dzieci 17,14 lat, a teraz w maju przyszła na świat córcia. Pierwsze dziecko (dziewczynka) urodzona cc i niestety laktacja albo teściowa twierdząca, że mała jest głodna ZAWIODŁY I KARMIENIE SIĘ POSYPAŁO. Drugie dziecko (synek) urodzony sn i karmiony piersią prawie 3 lata. Więc teraz niby mama doświadczona, małą cały pierwszy miesiąc karmiłam non stop i trafiłyśmy do szpitala. Mała za mało przybrała. Po dobie i badaniach w szpitalu (mała zdrowiutka) zaczęto podawać jej mleko dla wcześniaków. Mała ładnie przybrała i wypis do domu. Dziś można powiedzieć, że moja laktacja żegna się na dobre. Mała nawet nie chce wziąć piersi do buzi.

  6. ~matkapolka89 pisze:

    Moje karmienie piersią syna była totalną tragedią, depresją i tak jak ty płakałam, krzyczałam, miała pretensję… aj. Dzisiaj jestem trochę silniejsza o takie doświadczenia i chciałabym być silniejsza jeżeli pojawi sie drugie dziecko.

  7. ~Wanda pisze:

    Mojemu synkowi również Panie z ‚nocnej zmiany’ godzine po porodzie proponowały żeby podać MM bo ‚wyśpi się Pani, a on na głodnego wyglada’. Nie zgodziłam się. W następnej dobie zostałam zrugana przez Panią z mojej sali że ona chce spać i mam iść dokarmić dziecko bo ten płacz jej przeszkadza.
    Dodam że od początku miałam problem ponieważ mam wklęsłe sutki i mały nie potrafił chwycić. Na szczęście Panie położne były cudowne, przychodziły pomagały przystawiać, doradziły by kupić nakładki na sutki. Ale to było okropne przeżycie, szczególnie zwracanie uwagi przez inne mamy na sali. Gdyby nie mąż to bym się złamała i dała już w szpitalu MM, płakałam nie wiedziałam jak to się robi, jak inne to.robia bez problemu. Siostra 3 dzieci i nie przypominalam sobie żeby miała takie problemy jak ja.
    Najważniejsze jest wsparcie, jesteśmy 6 tyg po porodzie a mały przybiera w oczach a mi z piersi mleko leje się i leje :)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>


0 Flares Twitter 0 Facebook 0 0 Flares ×