O mnie

„Mamapediatra” jest mamą, żoną i lekarzem w trakcie specjalizacji z pediatrii. Stworzyłam bloga z myślą o rodzicach, którzy mają niejednokrotnie sporo wątpliwości. Dr Google często wprowadza zamęt i przerażenie, dlatego chciałam przemycić do internetu trochę informacji od siebie, które oparte są na publikacjach i moich własnych doświadczeniach.

DSC_0602

Tak – szczepię swoje dzieci. Obie córeczki zaszczepiłam zgodnie z kalendarzem szczepień i szczepionkami zalecanymi. Czy to znaczy, że nie obawiam się NOPów (niepożądanych odczynów poszczepiennych) – nie. Mam obawy, podobnie jak każda mama. Nie lubię chodzić na szczepienia z dziećmi, bo znoszę to gorzej niż one. Pocę się i chce mi się płakać. Bo jestem ich mamą. Po szczepieniu bacznie je obserwuję czy nie pojawia się gorączka, zaczerwienienie itp. NOPy nas nie omijają, ale na szczęście są łagodne. Jako mama wiem, że muszę je chronić przed chorobami zakaźnymi (tym bardziej, że sama mam z nimi dość regularny kontakt z powodu mojej pracy). Szczepienia to przywilej, pamiętajcie!

Tak – moje dzieci chorują. Sporadycznie, ale jednak im się zdarza. Dwoje rodziców lekarzy nie chroni ich przed infekcjami (może nawet są na nie bardziej narażone). Na szczęście nie muszę ich ciągać po przychodniach, bo badam i leczę je w domu. Ale jeśli mam wątpliwości lub nie mam pewności czy jestem obiektywna to udaję się do innego pediatry lub wykonuję im dodatkowe badania.

Tak – karmiłam obie córki piersią. Tak – miałam kryzysy laktacyjne. Tak – zdarzało mi się płakać z bezsilności. Jestem mamą i mam wrażenie, że moje pediatryczne doświadczenie czasami bardziej przeszkadza niż pomaga, a logiczne myślenie potrafi się wyłączyć w trakcie tych kryzysów. Może to wina hormonów?

Tak – ja również, tak jak Wy jestem mamą, która miewa wątpliwości, płacze, ma kryzysy i potrzebuje dobrej rady. Nawet jeśli medycznie ogarniam temat macierzyństwa, to wychowawczo nie zawsze.

Pozdrawiam Was drogie mamy!

mamapediatrablogpl@gmail.com

Lek. Dagmara Chmurzyńska-Rutkowska

9 przemyśleń na temat “O mnie”

  1. ~Zuza pisze:

    Dzień dobry ,

    Na wstępie chciałam podziękować za tworzenie merytorycznych materiałów – faktycznie obecnie można znaleźć mnóstwo informacji ale ciężko wysupłać z nich te wiarygodne i podjąć na ich podstawie sensowną decyzję.
    W Lutym spodziewam się przyjścia na świat mojego pierworodnego synka i bardzo chciałabym podjąć odpowiedzialną i optymalną decyzję dotyczącą szczepień.

    Starając się zroientować w temacie mam dylemat :
    1) Czy podawać szczepionkę przeciw WZW B i gruźlicy jeżeli ja jestem na WZW odporna a środowisko raczej od gruźlicy również będzie wolne – a przede wszystkim czy jest jakiekolwiek uzasadnienie , żeby podawać ją w pierwszej dobie – może lepiej ją opóźnić ?
    2) Jeżeli szczepić dziecko – które szczepionki obecnie dostępnie na rynku są „najlepsze” tj. zawierają najmniej szkodliwych substancji i ze statystyk wynika najmniej NOP
    3) Jestm gotowa oczywiście pokryć koszty szczepionek nierefundowanych przez NFZ jeżeli istnieje dla nich lepsza alternatywa

    1. MamaPediatra pisze:

      Witam. Cieszę się że blog się Pani podoba.
      Co do pytania o szczepienie w pierwszej dobie. Jeśli chodzi o gruźlicę. Ciężko mi tutaj dyskutować z epidemiologią i opinią ekspertów. Epidemiologia wskazuje, że szczepienie nadal jest w naszym kraju potrzebne. Jeśli jest Pani w stanie przebadać środowisko w którym dziecko będzie przebywać, w tym wszystkich odwiedzających to myślę, że można je odroczyć, ale prawda jest taka, że nawet osoba od czasu do czasu pokasłująca nie jest badana od razu w kierunku gruźlicy.. WZW B – bardzo ważne, ale można odwlec o ile mama jest dobrze przebadana (ujemny antygen HBs w III trymestrze – w ostatnich tygodniach ciąży). Osobiście obie córki zaszczepiłam w pierwszej dobie. Nikt na gruźlice w otoczeniu nie choruje (przynajmniej tak mi się wydaj, ale 100% gwarancji nikt mi nie da) i również jestem zaszczepiona przeciwko wzw (poziom przeciwciał ok, antygen ujemny), ale prawda jest taka, że gwarancji że jakiegoś kontaktu z krwią osoby zakażonej nie będzie miało dziecko również nikt mi nie da, nawet przy tak dobrej sterylizacji sprzętu szpitalnego i wszystkich higienicznych procedurach.
      Co do dostępnych szczepionek na rynku to nie chce się wypowiadać, które są najlepsze, bo myślę, że wiele zależy od tego na czym rodzicowi najbardziej zależy. Szczepionki skojarzone maja zmniejszyć ilośc jakichkolwiek powikłań ze względu na to ze są one bardziej oczyszczone (nie zawierają tiomersalu i komponent krztuscowy jest bezkomorkowy-czyli taki lżejszy kaliber dla dziecka). TO jest niewątpliwy ich plus. Jeśli chodzi o wybór miedzy refundowanymi i płatnymi szczepionkami to nie mogę powiedzieć złego słowa ani na jedne ani na drugie. Ja szczepilam szczepionkami skojarzonymi, ze względu na to ze są bardziej oczyszczone i ze jest mniej ukłuć dla dziecka Osobiście córki zaszczepiłam dodatkowo również przeciwko pneumokokom, wiec dostały dodatkowe ukłucie. Refundowane szczepionki są na rynku od wielu lat – to jest ich plus (wiele pokoleń już je otrzymało),a skojarzone mają rzadziej powodować powikłania, ale mimo to i po nich sie one zdarzają. Nie ma złotego środka. Jeśli czuje pani, ze jednak woli starsze i bardziej sprawdzone szczepionki to jak najbardziej proszę szczepić refundowanymi. Z kolei jeśli chce Pani uniknąc tiomersalu i pełnokomórkowego krztuśca – to skojarzonymi.

  2. ~Dorota pisze:

    Cieszę się, że trafiłam na Pani blog, ponieważ nie lekceważy Pani zagrożeń związanych ze szczepieniami.
    Moja córka ma w tej chwili 15 lat. Od kilku lat obserwuję jej brak energii (muszę jeszcze sprawdzić w przychodni kolejność faktów – MMR i pogorszenie samopoczucia, bo przez 3 dniami teraz mnie to zastanowiło) oraz opadający poziom ft4. Ja, moja siostra i babcia mamy chorobę Hashimoto. Rok temu córka powinna zostać zaszczepiona na błonicę i tężec. Podczas wizyty zgłosiłam pediatrze swoje wątpliwości i obawę o ryzyko wystąpienia Hashimoto u córki (leczę się od kilku lat, więc skojarzenie wystąpienia choroby autoimmunologicznej z pobudzeniem układu immunologicznego za pomocą szczepionek pojawiło się u mnie dopiero półtora roku temu). U córki w badaniach na razie nie wystąpiły przeciwciała, tylko ft4 blisko dolnej granicy normy, ale endokrynolog stwierdziła, że tarczycę ma twardą.
    Wracając do wizyty związanej ze szczepieniem, pediatra na moje obawy odpowiedziała po prostu, że nikt nie wie, czy choroba przewlekła nie ujawni się po szczepieniu, może natomiast wystąpić odczyn w miejscu szczepieniu i gorączka. Odpowiedziałam, że temat przemyślę. Ostatecznie, nękana przy każdej wizycie w przychodni przez pielęgniarkę, odmówiłam szczepienia.
    Potem skontaktowałam się ze znajomym lekarzem, który odradził szczepienie w tej sytuacji i odesłał mnie do określonej pani doktor, która wystawiła odroczeniem do odwołania i zajęła się odrobaczeniem (córka miała podwyższone eozynocyty) i zaleciła witaminę d3. Mimo leczenia ft4 jeszcze spadło i doszła anemia, do tego córka ma od roku miesiączki co 3 tygodnie i różne objawy niedoczynności, poszłam więc do endokrynologa, gdzie pani dr zapisała córce euthyrox, żelazo, witaminę d3 i poleciła jednak ją zaszczepić.
    Wiem, że wielu lekarzy lekceważy Hashimoto mówiąc „przecież można zapisać hormony i będzie spokój”, ale moja siostra przeżyła dramat z powodu tej choroby, fakt, że była wtedy bez diagnozy. Jedno dziecko jej zmarło, potem traciła ciąże, później bezskutecznie starała się o dziecko. Ostatecznie zaczęła leczenie i urodziła zdrowe dziecko, ale jest źle prowadzona w Anglii gdzie mieszka, jest ciągle zmęczona, Hashimoto powoduje, że jej życie jest trudne. Ja też borykam się z tą chorobą jak na huśtawce – kilka tygodni dobrze, kilka tygodni źle. Chcę uchronić córkę przed chorobą autoimmunologiczną i nadal obawiam się ją zaszczepić.
    Czy są jakieś badania opisujące związek chorób autoimmunologicznych ze szczepieniami? Jeśli uważa Pani, że lepiej spotkać się osobiście, jestem gotowa umówić się na wizytę, mieszkam w Pruszczu Gdańskim.

    1. MamaPediatra pisze:

      Witam. Na Pani pytanie nie ma jednoznacznej odpowiedzi. Generalnie sporo jest badań na temat czynników wpływających lub zaostrzających choroby autoimmunizacyjne. Dla przykładu badania związku cukrzycy typu 1 na dużym materiale, z dobrze dobraną grupą kontrolną wykluczyły powiązanie szczepień z cukrzycą [Folb, Bernatowska, Chen, Clemens; A global Perspective on Vaccine Safety and Public Health: The Global Advisory Committee on Vaccine Safety. Am J Public Health. 2004;94(11):1926-1931].
      Z drugiej strony szczepienie odra-świnka-różyczka może wywołać małopłytkowość autoimmunologiczną (1 na 30 000-40 000 przypadków), ale 6 razy częściej pojawia się w przebiegu odry [Risk of immune thrombocytopenic purpura after measles-mumps-rubella immunization in children. France EK1, Glanz J, Xu S, Hambidge S, Yamasaki K, Black SB, Marcy M, Mullooly JP, Jackson LA, Nordin J, Belongia EA, Hohman K, Chen RT, Davis R; Vaccine Safety Datalink Team].
      Żadne badania nie potwierdziły związku szczepień z alergią, stwardnieniem rozsianym, cukrzyca typu 1, przewlekłym zapaleniem stawów czy zespołem nerczycowym. W wielu przypadkach choroby wirusowe są czynnikiem spustowym do rozwoju chorób autoimmunologicznych i szczepienia raczej ograniczają prawdopodobieństwo choroby autoimmunologicznej.
      Była również teoria jakoby dodatki do szczepionek (adiuwanty) wywoływały autoimmunizację, ale nie znalazło to potwierdzenia w badaniach WHO i CDC.
      CO do samej niedoczynności tarczycy to natknęłam się na badania na zwierzętach i one ten związek wykluczają, nawet po wielokrotnych szczepieniach [Lack of association between repeated vaccination and thyroiditis in laboratory Beagles. Scott-Moncrieff JC1, Glickman NW, Glickman LT, HogenEsch H.].
      Z badań na populacji kobiet otrzymujących szczepionkę przeciwko HPV [Surveillance of autoimmune conditions following routine use of quadrivalent human papillomavirus vaccine. C. Chao i wsp. J. Intern. Med., 2012; 271: 193–203] również wyciągnięto wnioski, że nie ma zwiększonej zapadalności na choroby autoimmunizacyjne w populacji zaszczepionej. Były wątpliwości właśnie co do Hashimoto – ale okazało się, że w dłuższym czasie częstość występowania chorób tarczycy nie była większa niż w populacji nieszczepionej (w przypadku choroby Gravesa-Basedowej nawet była mniejsza).
      Choroby autoimmunologiczne są jednak dla medyków sporym wyzwaniem. Dochodzi do zaburzenia pewnej równowagi w organizmie. Dotychczasowe badania pokazują raczej, że szczepienia (nawet u osób z już stwierdzoną chorobą autoimmunologiczną) pozwalają uniknąć zaostrzeń i są zalecane w takich wypadkach. Niestety wygląda na to, że córka jest w pewnym stopniu obciążona rodzinnie – ma jakąś skłonność do choroby Hashimoto. Jeśli jesteście pod kontrolą endokrynologa i macie chorobę pod kontrolą to ja bym zaszczepiła. Rozważając tutaj bilans strat i korzyści – skoro predyspozycja i pierwsze objawy choroby już są, to należy chronić córkę przed zaostrzeniami do których na pewno dojdzie przy zakażeniach.

      1. ~TeżMamaPediatra pisze:

        Świetna odpowiedź! Gdyby tylko wszystkim pediatrom w POZ chciało się tak rzetelnie i na spokojnie przedstawiać rodzicom fakty dotyczące szczepień to myślę że ruchy antyszczepionkowe nie wzbierałyby na sile!
        Brawo!

        Bardzo się cieszę że trafiłam na tą stronę bo tak świetne opracowania i mi pomogą zarówno w domu z córkami jak i w pracy :)

        Pozdrawiam!

        1. MamaPediatra pisze:

          bardzo dziękuję za te słowa :) pozdrawiam ciepło :)

  3. ~Zuza pisze:

    Bardzo dziękuję :)

    Przeczytałam watki Pani blogu na ten temat (przepraszam, jeżeli mój pierwszy komentarz nie znalazł się w odpowiednim watku) i tylko życzyć wszystkim mamom możliwości kontaktu z kimś tak rzeczowo podchodzacym do sprawy.

    Dla mnie rozwiewa to wszelkie watpliwości.
    Pozdrawiam serdecznie

    1. MamaPediatra pisze:

      :) dziękuję również i pozdrawiam :)

  4. ~mamaMili pisze:

    Witam serdecznie mam pytanie odnośnie refluksu u dziecka. Moja córeczka obecnie ma skończone 7 miesięcy. Praktycznie od urodzenia boryka się z refluksem. Już w szpitalu po urodzeniu się dławiła, ale wmawiali mi że to wody płodowe. Po przyjściu do domu była niespokojna, często się wybudzała i ciągle coś przełykała. I z tym przełykaniem właściwie do tej pory tak ma, że jej się cofa i przełyka. Czasami się zakrztusi i zakaszle od tego. Słychać to. Wcześniej nawet noskiem potrafiła ulać (sporadycznie). Teraz już się nie zdarza. Generalnie nie ulewała i nie ulewa zbyt dużo. Ale potrafi i 2 i 3 godziny po jedzeniu ulać, często jej się odbija i ma czkawkę. Faktycznie obecnie mniej ulewa niż jak miała miesiąc czy dwa. Je już stałe pokarmy, zupki i owocki, kaszki. Jesteśmy na mleku neocate. Waga obecna to 9300 (urodzeniowa 4020). Przybiera ładnie i nie choruje, aczkolwiek martwi mnie ten refluks, bo nie mija. Zastanawiam się czy nie powinna mieć włączonego leczenia farmakologicznego. Ponadto córeczka nie należy do głodomorków. Czasami ciężko ją nakarmić, był okres że musiałam na śpiąco, bo inaczej jeść nie chciała. Teraz je bardziej świadomie, bo ja się zbuntowałam i powiedziałam, że niech je ile chce ale niech je świadomie. Z tym, że mam wrażenie, że ona nie przepada za jedzeniem. Jak jej dam to coś zawsze zje, czasami sposobem. I nie wiem czy to wina refluksu, czy raczej tego że należy do niejadków (dodam, że ani ja ani mąż do drobinek nie należymy, grubi może też nie jesteśmy ale jeść lubimy, podobnie jak nasz synek). A proszę mi wierzyć dużo jeść jej nie daje. Nasz obecny jadłospis wygląda mniej więcej tak:
    ok.5 rano mleko 150-180ml
    ok.8.30-9.00 kaszka sinlac z 1 miarką kaszki zbożowej Nestele z glutenem-120 ml
    ok.12.30-13.00-zupka najczęściej własnej roboty (rzadko kiedy słoiczek) z mięskiem, rybką lub żółtkiem (150 do 200g)
    ok.15-15.30 mleko 150-180 ml
    ok.17-17.30 owocki od 90 do 120 g
    ok.19-19.30 ,mleko 150-180 ml
    I potem idzie już spać i spi do 5 czasami do 6.30
    Szczerze mówiąc jeszcze nie widziałam, aby coś z wielką chęcią i apetytem zjadła. Mam obawy co to dalej będzie, zwłaszcza jak przyjdzie wprowadzać rozdrobnione pokarmy a nie zmiksowane na papki. Nie podaje córeczce jogurtów itp. ponieważ ma nietolarancję laktozy i przypuszczenie alergii na mleko krowie. W wieku 6-9 tygodni bardzo się prężyła podczas karmienia i płakała. Robiła kupki ze śluzem, dlatego jesteśmy na neocate ( na nutramigenie po 3 tygodniowym stosowaniu kupki się błyszczały, wiec lekarka-gastroenterolog stwierdziła że przechodzimy na neocate). Obecnie je inne produkty stałe (całkiem sporo i warzywa i mięska, jajka, ryby, owoce) i wydaje się być wszystko w porządku. Problem polega na tym, że jak lekarzowi mówię o jej refluksie to zawsze słyszę że dobrze przybiera więc żebym nie szukała jej chorób samo minie (dwóch mnie tak już zbyło, w tym gastroenterolog). Nie wiem już, co mam robić.Czy waga jest wyznacznikiem zdrowia u takich dzieci? Jak miała 9 tyg. miała robione usg brzuszka i badania krew, mocz, kał (posiewy) i wszystko ok. Czy uważa Pani, że leki powinny być włączone? Czy spokojnie czekać tylko do kiedy? I czemu ona tak niechętnie je. Mam wrażenie ze jakbym jej nie dawała to wcale by nie jadła. W nocy jej nie karmie. Córeczka budzi się, daje jej smoka i śpi dalej. Potrafi tak parę razy się wybudzić, ale nie płacze. Raczej gaworzy, bawi się, siada itp. Dlatego dopiero nad ranem podaje jej mleko. Rozwinięta jest bardzo dobrze, jak skończyła 6 miesięcy od razu zaczęła raczkować. Pięknie sama siedzi. Mało w dzień śpi. Najczęściej dwie drzemki. Jedna od 30 minut do 40, druga jak dobrze pójdzie to od 30 minut do 2 godzin (ale rzadko kiedy 2 h). Szczęśliwa jestem jak śpi godzinę. Córeczka i się uśmiecha i się bawi, ale bywa też codziennie marudna. Trzeba często szukać jej zajęcia i czymś ją zainteresować. Inaczej domaga się noszenia na rękach i marudzi. Tak to u nas wygląda. Mam synka 5 letniego i z nim żadnych problemów nie miałam. Był zdrowym, pogodnym dzieckiem z apetytem bez żadnych dolegliwości. Bardzo się martwię o córeczkę i nie wiem jak jej pomóc. Może mogłaby Pani coś doradzić? Dość mam już słuchania że każde dziecko jest inne i że córcia dobrze wygląda (waga) to wszystko jest ok i że ja szukam jej chorób. Po prostu uważam że ten refluks chyba powinien jej minąć. A jak nie teraz to kiedy? I martwi mnie to że ona taka niechętna do jedzenia jest. Od września czyli jak skończy roczek musi malutka pójść do żłobka (ja do pracy). Chciałabym aby jej już wszystkie dolegliwości minęły i żebym z czystym sercem mogła spokojnie ją posłać do żłobka. Proszę o poradę. Szukać innego gastroenterologa czy czekać? I co z tym jedzeniem, mniej jej dawać, rzadziej aby chętniej jadła? Nie mam już pomysłów.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>