O piersiach, mleku, kryzysie i diecie mamy karmiącej.

0 Flares Twitter 0 Facebook 0 0 Flares ×

Różne rzeczy na temat karmienia piersią już słyszałam. Wśród nich było wiele głupot i informacji niesprawdzonych, ale i sporo dobrych informacji, z których nie zawsze zdajemy sobie sprawę. Chciałam „ugryźć temat” od tej mniej popularnej strony i podzielić się własną traumą. Swoim zwyczajem muszę też napisać trochę o odporności, stąd wzmianka o składzie mleka.

Zacznijmy od faktu niezaprzeczalnego. Faktem jest przewaga mleka kobiecego nad mlekiem modyfikowanym (jedyny, rzadki wyjątek to PRZECIWWSKAZANIA do karmienia piersią, o których powstało już tysiące artykułów, dlatego po prostu odsyłam tutaj –> klik). Można nie karmić piersią, opowiadać o terrorze laktacyjnym, ale nie da się zaprzeczyć, że skład tego mleka jest bardziej wartościowy i lepiej dostosowany do niemowlęcia niż skład jakiegokolwiek innego mleka.

baby-21167_1280

Mleko mamy i mleko mamy

Jeśli karmisz swoje dziecko piersią, to wbrew pozorom jego dieta jest urozmaicona. Skład Twojego mleka zmienia się w zależności od wieku dziecka, fazy karmienia, pory dnia czy stanu zdrowia dziecka i Twojego :)

IDEALNE szczepienie istnieje!

Zacznę od wieku. Najgenialniejszą szczepionką, jaką możesz podać dziecku jest SIARA. Ci, którzy mnie czytają wiedzą, że walczę z mitami szczepionkowymi. Zawsze powtarzam, że absolutnie każda szczepionka ma swoje działania niepożądane (które objawić mogą się jako NOP), ale od tej reguły jest wyjątek właśnie w postaci siary, czyli pierwszego mleka kobiecego. Zaraz po narodzinach i przez najbliższe 2-3 dni, karmiąc dziecko piersią, nie „wlewasz” w nie dużych ilości mleka, ale podajesz mu dużą ilość przeciwciał, które chronić je mają przed infekcjami (głównie wywołanymi przez bakterie: E. coli i Salmonellę, ale łagodzi też przebieg infekcji rotawirusowej). Siara ma lekko żółtawą barwę (tak, mleko nie musi być białe).

Po tych pierwszych dniach „naturalnego szczepienia” noworodków, przychodzi czas na lekko pomarańczowe mleko przejściowe, które zawiera więcej tłuszczu, wapnia i laktozy, a mniej przeciwciał. Dopiero po mniej więcej 2 tygodniach mleko dojrzałe jako tako stabilizuje swój skład i robi się bardziej kaloryczne. Skład mleka mamy nadal będzie się zmieniał, ale nieco mniej drastycznie.

„Chce pić i tyć” 

Twoje dziecko chce pić. To pragnienie ma zostać zaspokojone w pierwszej fazie karmienia. Mleko jest bardziej wodniste i działa na nie jak orzeźwiająca szklanka wody z cytryną w upalny dzień. Te pierwsze łyki mleka zawierają również więcej laktozy – stąd w przypadku nietolerancji laktozy pediatrzy często zalecają ściąganie tej pierwszej porcji mleka, lub podawanie niemowlęciu przed karmieniem dodatkowo laktazy (enzymu trawiącego laktozę). Im dłużej niemowlak pije, tym bardziej zaspokaja swoją potrzebę głodu. W kolejnej fazie karmienia mleko zawiera bowiem więcej tłuszczu i jest bardziej kaloryczne. Pamiętaj – gdy karmisz wyłącznie piersią przez pierwszych 6. miesięcy, to nie musisz dodatkowo dopajać niemowlęcia.

Teraz jest noc – w nocy się śpi

Mleko nocne jest bogatsze w tłuszcze i daje znak Twojemu maluszkowi, że w nocy powinno się spać. Zgadzam się, że nie każde dziecko reaguje na ten znak, ale przynajmniej wiadomo, że to nie jest wina mleka. Gdyby tak było, to każde dziecko karmione mlekiem modyfikowanym „magicznie” przesypiałoby każdą jedną noc :)

Dziecko budzi się w nocy co godzinę – dlaczego nie co trzy?

Dziecko nie jest zegarkiem (chociaż nie zaprzeczę, że wiele by to ułatwiło!). W pierwszych miesiącach życia karmisz na żądanie. To znaczy oferujesz pierś wtedy, kiedy dziecko wyraża chęci. Ok, są mamy, u których wychodzi to co 3 godziny, ale są i takie, które karmią co godzinę czy nawet co 30 minut. Dla przykładu – dziecku chciało się pić. Popiło przez 2 minuty z jednej piersi i olało sprawę. A tu nagle po 30 minutach znowu szuka piersi. Tak, ma do tego prawo, może chce znowu pić, a może jest głodne i będzie dłużej leżało przy piersi.

Tak jak napisałam powyżej mleko w nocy jest bardziej kaloryczne, ale nie spodziewaj się w całości przespanych nocy w pierwszych miesiącach życia. Im dziecko starsze, tym bardziej rozumie zmiany pory dnia, ustala się pewien schemat, rytuały. Kiedy zaczynasz rozszerzać dietę, to również stopniowo ustalają się pory głównych posiłków – to wszystko wpływa na lepiej przespane noce. Jest to jednak proces stopniowy, rozciągający się w czasie. Nie da się zrobić klik i gotowe. Dajcie sobie czas.

Są matki, które przesypiają większość nocy. Jest to dozwolone. Nawet w pierwszych dniach karmienia zdarza się, że dziecko śpi ciągiem przez 5-6 godzin. I fajnie. Jeśli dobrze przybiera na wadze i taka przerwa jest jedna, to również ma do tego prawo. Zdarza się, że dziecko jest patologicznie senne. Śpi długo, ciężko je wybudzić, skóra staje się coraz bardziej zażółcona, prawie nie chce ssać – zgłoś się wtedy do lekarza. Do takiego zachowania nie ma prawa i trzeba zweryfikować, jaka jest tego przyczyna. Przyczyną takich objawów może być  między innymi przedłużająca się żółtaczka, która może mieć groźne dla ośrodkowego układu nerwowego konsekwencje – w takim wypadku konieczne jest szybkie leczenie.

„Są matki, które tylko o chlebie i o wodzie”

To cytat, który usłyszałam przy moim pierwszym kryzysie laktacyjnym, przy pierwszym dziecku. I to od pediatry, który był co prawda na zastępstwie, ale jednak pediatra. Był to nie tylko początek mojego macierzyństwa, ale również początek mojej drogi w zawodzie (świeżo po stażu, jeszcze bez otwartej specjalizacji). Pewnie to drugie nie powinno mieć tutaj znaczenia, bo większość mam nie jest związana ze światem medycznym, a ja już w okresie studiów zdobyłam nieco wiedzy pediatrycznej i powinnam ogarniać temat. Mimo to nie myślałam logicznie, czułam się winna i płakałam przy każdym napadzie kolki mojej córki. Tamta pediatra powiedziała mi, że generalnie jest to moja wina, że dziecko tak płacze, bo w końcu je tylko moje mleko, a więc to ja musiałam coś źle zjeść i wywołać tę kolkę. A skoro są matki, które „tylko o chlebie i o wodzie” to powinnam do nich dołączyć. Po tej wizycie byłam kilka razy gotowa podać dziecku mleko modyfikowane, a nie zrobiłam tego tylko dzięki mojemu mężowi, który okazał mi w tym czasie duże wsparcie.

Przy drugim dziecku już poszło lepiej. Wyluzowałam. Wszystko siedzi „w głowie”, nastawienie, dieta w okresie ciąży, wsparcie najbliższych, położnej, pediatry – to wszystko wpływa na Twoje nastawienie do karmienia piersią. Dlatego apeluję:

  1. Nie trafiłaś na położną? Pediatra nie potrafi pomóc? Rodzina mówi, że masz „za chude/za tłuste/złe mleko”? Rodziny nie wymienisz, ale możesz ją troszkę odizolować. Położną i pediatrę wymienisz. Popytaj koleżanki, bardziej doświadczone mamy – skontaktuj się z dobrym doradcą laktacyjnym, chociażby telefonicznie, i nie daj się. Karmienie piersią to dobry plan (dlaczego? przeczytasz tutaj), nie rezygnuj z niego.
  2. Jedz zdrowo. Karmisz i masz większe zapotrzebowanie na energię (o około 500 kcal). nie ma czegoś takiego, że „tylko o chlebie i o wodzie”, nie siedzisz w końcu w celi śmierci, a nawet tam dają lepsze posiłki. Wzdymające produkty (kapusty, grochy, fasole) wymagają nieco większej czujności. Jeśli widzisz, że po ich zjedzeniu przez Ciebie dziecko ma wzdęcia, jest niespokojne, to spróbuj ugotować następnym razem te produkty z dodatkiem cząbru, albo dodaj do nich majeranku. Jeśli to nie pomoże, to dopiero wtedy ogranicz te produkty.
  3. Nie rezygnuj z ryby, z orzechów, z czekolady, z cytrusów itp. Nawet jeśli w okresie ciąży i karmienia piersią nie będziesz jadła produktów alergizujących, to nie oznacza to, że Twoje dziecko nie będzie miało alergii, wysypek po tych produktach itd. (niektóre badania pozwalają przypuszczać, że będzie dokładnie na odwrót). Jedz wszystko po trochu, a w okresie karmienia piersią po prostu obserwuj dziecko. Pojawi się problem po jakimś produkcie – odstaw go na jakiś czas. Jest problem – jest reakcja. Nie ograniczaj tych produktów „na w razie czego”.
  4. Nie pij alkoholu. Wbrew opiniom niektórych ŻADEN alkohol nie poprawia laktacji. ŻADNA jego ilość. NIGDY.
  5. Nie daj się zwariować. Twoje zdrowie jest ważne, bo jak dostaniesz anemii, będziesz chodziła głodna i odmówisz sobie wszystkiego, na co masz ochotę (a zachcianki ma się nie tylko w ciąży), to będziesz zbyt zmęczona i zirytowana, by zająć się własnym dzieckiem.
  6. Nie jedz wysoce przetworzonej żywności ani konserwantów – niekiedy lepiej zjeść gotowaną na parze fasolkę niż „zdrowe” fit płatki na śniadanie z całym mnóstwem niezdrowych dodatków. Staraj się, podobnie jak w okresie ciąży, zaprogramować swoje żywienie na zdrowe po to, by zaprogramować swoje dziecko na zdrowe w przyszłości.
  7. Pij mleko, jedz jogurty naturalne (lub owocowe – ale uważaj na skład, bo zawierają niekiedy naprawdę niesamowite rzeczy). Pamiętaj o łykaniu witaminy D zgodnie z zaleceniami. Nie ma dowodów na to, że ograniczenie mlecznych produktów w diecie mamy lub zastąpienie ich mlekiem czy jogurtem bezlaktozowym zmieni skład mleka, wpłynie na kolkowe bóle brzuszka. Jedynie w potwierdzonej alergii na białko mleka u dziecka, kiedy jego stolce są z domieszką krwi, zaleca się eliminację produktów mlecznych i nabiału z diety mamy.
    Nietolerancja laktozy nie jest wskazaniem do eliminacji z diety mamy karmiącej mleka i nabiału, ponieważ laktoza z pokarmu spożywanego przez matkę nie przechodzi bezpośrednio do mleka w piersi (laktoza w pokarmie kobiecym tworzy się z galaktozy i glukozy). U niemowląt rzadko występuje wrodzona nietolerancja laktozy, która może być wskazaniem do niekarmienia piersią. Najczęściej występuje postać nabyta (w skutek infekcji rotawirusowej), która ma łagodny charakter i jak napisane było wcześniej w  tym artykule, wystarczy odciągnąć pierwszą porcję mleka o wysokiej zawartości laktozy i można dalej karmić niemowlę piersią.
  8. Możesz się napić kawy. 300 mg na dobę – taka ilość kofeiny jest dopuszczalna (pamiętaj jednak, że kofeina jest nie tylko w kawie).
  9. Nie wlewaj w siebie litrów herbatek na laktację (filiżanka dziennie wystarczy) i nie łykaj cudnych suplementów pobudzających produkcję mleka. Pij dużo wody, jedz różnorodnie i zdrowo.

Pamiętaj mamo, że  1000 pierwszych dni życia dziecka to fundament, na którym zbuduje ono swoje całe życie. A każdy z nas wie, że w życiu najważniejsze jest zdrowie. W tym czasie, czyli również w okresie karmienia piersią, kształtuje się metabolizm, dojrzewa układ immunologiczny, nerwowy i pokarmowy Twojego maluszka. Dbaj o siebie i swoją dietę – dla Waszego zdrowia :)

A jak wygląda/wyglądała Wasza dieta w okresie karmienia piersią?

20 przemyśleń na temat “O piersiach, mleku, kryzysie i diecie mamy karmiącej.”

  1. ~nina pisze:

    mam do pani pytanie, ale innej natury:
    jakie jest pani zdanie nt laktoferyny, chciałam zakupić synowi przedszkolakowi, łapie katary i kaszel,potem przenosi się to na naszego 9miesiećznego syna, a on natomiast ma kolejny raz zapalenie oskrzeli.
    Syn ma 5 lat, wrócił do przedszkola po rocznej przerwie, ma wycięte migdały, bo były zainfekowane i jako 3 latek bardzo chorował,teraz jest lepiej, chcę tylko pomóc mu z odpornością, bo gorzej sprawa wygląda u mojego niemowlaka z odpornościa.Czy wie Pani coś nt tego suplementu?

    1. MamaPediatra pisze:

      Witam. Wiem, że są badania na temat stosowania laktoferyny u wcześniaków i zapobiegają one powikłaniom wcześniactwa (np martwiczemu zapaleniu jelit). Nie mam jednak z nią doświadczenia i nie potrafię Pani powiedzieć czy jest sens jej podawania synkowi. Ale na pewno warto zadbać o suplementację witaminy D i kwasów DHA (może omegamed odporność)?

  2. ~Marek pisze:

    Witam Panią. Wykonaliśmy badanie ogólne moczu naszej córki Hani (11 tydz.) i wyszły „dość liczne” kryształy szczawianu wapnia. Czy to powód do niepokoju, bo planowa wizytę mamy dopiero za dwa tygodnie.
    Czy podwyższony stan może być spowodowany piciem przez mamę wody mineralnej o wzbogacony wapniu?
    Z góry bardzo dziękuję za odpowiedź ;).

    1. MamaPediatra pisze:

      nie ma powodu do niepokoju :)

  3. ~mariolka pisze:

    moja historia byla taka ze mimo ogromnych checi i stran karmienie piersia sie nie udalo…:( coreczka dostawala wiec mleko modyfikowane, balam sie ze przez to bedzie miala slabsza odpornosc ale zupelnie nie potrzebnie, bo coreczka prawie wogole nie chorowala:) moze to dlatego ze podawalismy jej takze przez pierwsze miesiace probiotyk FFbaby, specjalny dla niemowlat, ze szczepami bakterii jak w melku matki,ktore oddziluja na odpornosc i uklad pokarmowy, wiec nie bylo tez problemow z kolkami, biegunkai i bolamibrzuszka:))

  4. ~Anka pisze:

    Dzień dobry! Karmienie piersią to naprawdę wielka przyjemność dla mnie, jako przekazanie dziecku wszystkiego co najlepszego mogę mu dać oraz niesamowity, wyjątkowy bliski kontakt. Starszą córkę karmiłam ponad rok; teraz karmię młodszą i mój lekarz pediatra zalecił odstawienie nabiału, jako, że zaobserwował skórne zmiany na buzi i szyjce dziecka. Córeczka nie ma problemów z trawieniem, wypróżnieniem się, przybiera na wadze nadspodziewanie pięknie (od 3600 g urodzeniowej wagi do 5600 g w 5 tyg) ulewa tylko pokarm raczej z racji łapczywego przystawiania się do piersi. Faktem jest, że z nabiałem przesadzałam, zapijając olbrzymią ilość serków homogenizowanych jogurtami pitnymi, ale składam to na karb instynktownego zapotrzebowania na wapń. W każdym razie wnętrze mojej lodówki wyglądało dość kuriozalnie.. Ograniczyłam spożycie nabiału jednocześnie zaopatrując się w suplement wapniowy z muszli ostryg + D3 i czekam na efekty. Mam nadzieję, że to nie jest typowa skaza białkowa. Pozdrawiam.

  5. ~Ewelina pisze:

    Witam. „O chlebie i wodzie” dobrze powiedziane. U naszego synka sączy się za uszkami nieprzyjemna w zapachu przezroczysta wydzielina. Te miejsca są zaczerwienione, teraz jeszcze na szyjce zrobiły mu się czerwone plamy jak za uszami. Jedni mówią, że na szyi to otarcie inni ze skaza białkowa i mam odstawić wszystko ( jestem wegetarianka) wiec odstawić wszystko w moim przypadku oznacza prawdziwe wszystko. Chociaż położna mówi ze to raczej AZS a teraz wszystkich leczą na alergie (skaza białkowa ) . Obawiam się ze w tym przypadku mój pokarm będzie mało wartościowy dla mojego 3 miesięcznego szkraba. A przybiera na wadze pięknie od m.u. 2050g do teraz 5600.

    1. MamaPediatra pisze:

      u nas zmiany za uszami miały właśnie charakter atopowy. Dobrze jest najpierw podleczyć – emolienty, ewentualnie robione kremy – w razie problemów skonsultować się z dermatologiem (najlepiej poradnia alergicznych chorób skóry). Może odstawić wszystko to nie, ale proszę zwrócić uwagę przede wszystkim na jakość produktów – jak najbardziej naturalne, im krótszy skład tym lepiej. Ewentualną eliminację konkretnych produktów np nabiału warto przeprowadzić pod kontrolą dermatologa, bo jedzenie „niczego” to kiepski pomysł zarówno dla Pani jak i dla maluszka. A szkoda rezygnować z karmienia piersią, bo jeśli synek ma jakąś skłonność do AZS to po odstawieniu od piersi może być jeszcze gorzej.

  6. ~MAGDALENA pisze:

    Tak mnie zaciekawił Pani blog, że czytam wszystko od a do z, stąd dzisiaj tyle moich komentarzy :) Ja rodziłam przez cc ze wskazań medycznych, niestety dziecko było ze mną dopiero po 29 godzinach po porodzie (brak miejsca na oddziale poporodowym)- masakra. Mąż do tego czasu te dwa dni siedział z małą na noworodkach i niestety była karmiona modyfikowanym mlekiem. Kiedy już byłam z córką, dostałam gorączkę i zabrali ją na noc, więc tak naprawdę zaczęłam ją przystawiać do piersi po prawie 2 dobach życia :( Załapała jedzenie z butelki i nie chciała od początku ssać piersi, kilka razy zassała i płacz- i tak w kółko. Po wyjściu ze szpitala, w domu próbowałam już wszystkiego żeby ją przekonać do jedzenia z piersi, położna próbowała pomóc, niestety bezskutecznie. Kilka dni płakałam, nie wiedziałam jak sobie poradzić, bardzo mi zależało na karmieniu piersią przynajmniej pół roku. Cała czas ściągam pokarm laktatorem i ją karmie z butelki, co kilka dni się zdarzy że nie ma na tyle mojego mleka, że muszę ją dokarmić raz mm.Chciałam zapytać, czy Pani uważa, że jest sens przystawiania małej do piersi już po tych kilku tygodniach prób (już kilka dni temu odpuściłam, bo było bardzo nerwowo)? Oraz czy jeśli córka dostaje moje mleko z butelki, to czy jest ono dla niej gorszej jakości, ponieważ tak jak Pani napisała zależnie od pory dnia leci inny pokarm, inne wartości itd. A ja ściągam mleko i podaję jej np po kilku godzinach więc nieraz „dziennie” mleko w nocy. Mam nadzieję, że jest jakiś sens mojej walki ściągania i przelewania do butelek itd aby nie karmić sztucznym. Pozdrawiam :)

    1. MamaPediatra pisze:

      Każda kropelka Pani mleka jest na wagę złota, dlatego ma sens ściąganie mleka, podawanie nawet po kilku godzinach. Ale rozumiem że łatwo nie jest. Generalnie udaje się czasami dziecko przestawić z butelki na pierś, ale myślę, że najlepiej by było aby pomógł w tym dobry doradca laktacyjny. Wymaga to ogromu cierpliwości, bo dziecku po prostu łatwiej jest teraz ssać butlę niż pierś.. Może uda się znaleźć kogoś do pomocy w Pani rejonie? Proszę popytać wśród znajomych mam :) Powodzenia i gratuluję wytrwałości!

  7. ~anna pisze:

    bardzo spodobał mi się pani blog.
    A ten tekst „o chlebie i wodzie” coś mi przypomniał gdy ja karmiłam córkę piersią i miała okropne kolki, tak więc muszę napisać swój komentarz do niego bo też taki kiedyś usłyszałam. Pamiętam jak zaczęła ona płakać tak mniej więcej po ośmiu dniach po urodzeniu, pierwszy miesiąc to był szok, pierwsze dziecko człowiek nie wie czy robi coś źle, czy dobrze, a „doradców” jest mnóstwo. dziś to chce mi się śmiać z tego jak mówiłam że moja mała córka ma kolki i że potrafi płakac nawet przez kilkanaście godzin w nocy a pediatra, położna albo ktoś z rodziny pytał czy nie zjadłam czegoś ciężko strawnego. pytałam wtedy no ale co to znaczy cięzko strawnego? no wiesz np kapusty,grzybów,kapusty zasmażanej, golonki,dużej ilości czosnku.albo różne inne takie typy podobnych odpowiedzi padały. Mówiłam że nie,nic takiego nie jadłam, zresztą nie wiem która świeżo upieczona mama zjadła by kapustę zasmażaną z grzybami. bardzo uważałam na to co jem. Ale takie komentarze, że to moja wina były najgorsze. byliśmy u kilku pediatrów bo córka potrafiła zjeść cyca a za chwile zaczynała się po prostu drzeć, przestawała na chwilę po około dwóch godzinach bo była głodna i znowu chciała jeść i po zjedzeniu znowu to samo i tak od 16 po południu do około 2 albo 4 nad ranem to była naprawdę masakra, przez pierwszy miesiąc. byłam na różnych dietach elminujcych np mleko i produkty mleczne z mojej diety ale to nic nie pomagało. W końcu pomogło ciepłe powietrze z suszarki na brzuszek a do tego jej szum (później do 5 miesiąca spaliśmy wszyscy z nagraną szumiącą suszarką) podawaliśmy biogaję tak jak pani pisała 3 butelki zużyte i krople niemieckie, kolka przeszła po 4 miesiącach. ale do dziś nie wiem co ją wywołało, pokarmu miałam dużo choć mało jadłam, dużo za to piłam ,schudłam wtedy bardzo dużo i szybko.do dziś nie wiem czemu córka miała kolkę. dwa lata później urodziłam syna, nie miał w ogóle napadów kolki i przyznam się bardzo mnie i męża to ucieszyło a ja przestałam się przejmować tym że jak napiję się trochę kawy albo zjem ciasto lub o zgrozo czekoladę, to on dostanie kolkę. nieraz rodzina na mnie dziwnie patrzyła, że jem to czy tamto i znowu słyszałam komentarze nie powinnaś tego jeść to może wywołać kolkę- szczerze….
    No właśnie czasem nie warto się tak po prostu stresować i przejmować tym co mówią inny bo nie koniecznie muszą mieć oni rację.
    pozdrawiam wszystkie mamy.

    1. MamaPediatra pisze:

      Dziękuję za ten komentarz! Myślę że wiele mam przeżywa takie rozterki zwłaszcza przy pierwszym dziecku :) u mnie przy drugiej córce też na luzie. Ciekawa jestem jak przy trzeciej (już niedługo się przekonam) ale czasami myślę że te wszystkie kolki pochodzą „z głowy mamy”, która martwi się i ma różne wątpliwości. Im mniej się człowiek przejmuje opinia „doradców” tym lepiej ;)

  8. ~Aneta pisze:

    Witam

    Ja ze swojego doświadczenia chciałabym dodać, że szkoda, że w naszym zacnym kraju nie ma lepszej opieki od doradców laktacyjnych lub kogokolwiek, który zajmowałby się właśnie pomocą przy karmieniu. Przed porodem nie miałam pojęcia, że to tak trudny i rozległy temat. Wiedziałam, że na początku mogą być problemy, pokarm może nie pojawić się od razu itd. Nie wiedziałam jednak, że mój pobyt w szpitalu po porodzie będzie jednym z najgorszych okresów mojego życia. Syn (9 miesięcy :), po urodzeniu nie chciał od razu pić, padały komentarze, że pewnie za dużo się nałykał wód płodowych i nie jest głodny. Stwierdziłam, ok, poczekam. I tak całą noc, próbowałam, choć ledwo mogłam wstać, a co dopiero z nim usiąść ;) Nie chciał i tyle. Zachciał nad ranem, jednak do tego czasu w piersiach zdążył zrobić się chyba jakiś zastój/ zator, jak zwał tak zwał. Piersi wielkie, bolące, mleko nie leci. Mały w płacz, później w krzyk. Przychodzi pielęgniarka i oczywiście „łapanie za cycka”. Ja w popłochu, nie wiem co się dzieje. W końcu mały dostaje butlę. Pielęgniarki krzywo na mnie patrzą i komentują, że nie umiem go przystawić. Znowu „łapanie” i ciąganie. Ból, straszny, stres. Piersi coraz większe, pojawił się u mnie stan podgorączkowy. Mleko jak nie leciało, tak nie leciało. Komentarze typu: „musi pani coś z tym zrobić”, „ale co?”, „pomasować”…. Płakałam 3 dni, czułam się jak najgorsza matka na świecie. Stres, hormony, nie wiedziałam, że mogę kiedykolwiek być aż w tak złym stanie psychicznym. W końcu zaczęłam sama prosić o butlę dla małego. Padały odpowiedzi typu „chyba pani zwariowała”… W końcu czwartego dnia, któraś z położnych z niechęcią stwierdziła: „bo my tu w sumie mamy laktator, może on by to ruszył…” (mój prywatny nie dał rady) No i ruszył, ale po tych wszystkich dniach tak bardzo bałam się, że syn znowu będzie głodny, że i tak po 2 miesiącach mieszanego karmienia skończyło się na butli.. Wciąż mam o to do siebie żal, jednak mam też go do tych wszystkich kobiet, które rutynowo wykonywały swoją pracę i nie mogły mi pomóc. Oj, ale się z tego wywód zrobił :) jednak czułam, że muszę to z siebie wyrzucić. Życzę wszystkim młodym mamom lepszego wsparcia niż to, które ja otrzymałam. Fajnie byłoby gdyby na każdym oddziale położniczym w Polsce był taki doradca laktacyjny i psycholog, ale cóż, pomarzyć można :)

  9. ~Karina pisze:

    Witam
    Nie mogę zrzucić nadprogramowych kilogramów i tłuszczyku po ciąży.
    Karmie piersią a mimo to niewiele się zmienia. Zdrowo się odżywiam
    Mam takie pytanie: czy jesli ograniczę tłuszcze w diecie to jest szansa ze organizm pobierze tłuszcz do mleka z moich podskórnych zapasów czy to tak nie działa?
    Z gory dziekuje za odpowiedz

    1. MamaPediatra pisze:

      nie powinna Pani ograinczać tzw „dobrych tłuszczy” w diecie. KOniecznie musi Pani dostarczać sobie i dziecku kwasów omega (siemię lniane, tran, oliwa, orzechy włoskie, pekany, łosoś, tuńczyk, jarmuż, owoce morza, nasiona dyni, nasiona słonecznika, soja, szpinak, awokado, brokuł, brukselka, dynia). ale wskazane jest ograniczenie tłuszczy typu trans – tych przemysłowych (margaryna, frytki, pączki – smażone na starym oleju, krakery, chipsy, fast-foody itp).

  10. ~Ola pisze:

    To ja też dorzucę swoje trzy grosze :).
    Po pierwsze uwielbiam Pani blog, reklamuje i polecam wszystkim znajomym mamom.
    Ale do rzeczy-odkąd tylko dowiedziałam się, że jestem w ciąży moim głównym celem oprócz szczęśliwego rozwiązania było karmienie piersią. Niestety jak to w życiu bywa, nic nie idzie zgodnie z planem – moja ciąża (pierwsza) zakończyła się cc (niewspółmierność). Nie przejmowałam się tym zbytnio, ponieważ w szpitalu w którym rodziłam wszędzie widniały plakaty informujące o dewizie placówki w zakresie karmienia piersią (że nie dokarmiają bez potrzeby,że wsparcie doradcy laktacyjnego, że nie propagują smoczków itp itd). To był zresztą jeden z powodów dla którego wybrałam właśnie ten szpital. Po cesarce synuś był ponad godzinę kangurowany przez tatę. Jak tylko trafiłam na salę poporodową przywieziono mi synka i zaczęła się cała akcja z karmieniem. Leżąc jeszcze w znieczuleniu, przypięta do tysiąca rurek i kabli położna położyła mi synka „żeby sie przystawił”. Nikt nam nie pomógł, ja nie miałam takiej mobilności aby spokojnie sobie dobrze ułożyć dziecko. Z przystawienia nici. Dziecko zostało zabrane na noc. Nikt nie poinformował mnie, że syn będzie dokarmiany butlą. Rano gdy go przywieziono spał w najlepsze, próbowałam znowu przystawić ale miał mój cyc gdzieś – był najedzony po dokarmieniu. Wtedy zgłosiłam położnym, że nie chcę aby dziecko było dokarmiane i zaczęłam sama przystawiać małego do piersi. Ale on kompletnie nie chciał ssać, bo i po co skoro z butli łatwiej i szybciej. Synek zaczął strasznie płakać więc ja przestraszona zawiozłam go na dokarmienie. Cały czas mówiłam wszystkim położnym o tym, że chce karmić piersią – przychodziły, niby próbowały mi pomóc niemiłosiernie ściskając sutki, a mały i tak sie nie przystawiał i płakał w niebo głosy. Usłyszałam, że mam złe sutki, że nie mam pokarmu i może powinnam sięgnąć po glukozę. Poszłam do doradczyni laktacyjnej, wiedziałam, że pokarm mam bo piersi były nabrzmiałe. Znowu próba przystawienia małego, znowu ściskanie i znowu krzyki. (Doradczyni stwierdziła, ze mały już tak się przyzwyczaił do butelki, że jedynym wyjściem będzie odciąganie moje pokarmu i karmienie nim małego z butli. Może uda mi sie karmić bezpośrednio z piersi ale ona tego nie widzi. Znowu zero wsparcia).Dostałam zalecenie odciągania pokarmu, karmienia swoim pokarmem z butelki i potem dopojenia mm. Za pierwszym razem odciagnełam 10 ml pokarmu (3. doba po cc), uradowana poszłam z ta moja butelczyna i małym do pokoju gdzie maluchy byly dokarmiane i rzekłam, że najpierw daje swój pokarm a potem mm. Litościwy wzrok polożnych na tych moich 10 ml był masakrujący… Zero wsparcia. Wypisano nas do domu, mąż kupił mm no bo przecież ja nie dam rady wykarmić synka tylko swoim pokarmem (tak mi wszyscy mówili). Co trzy godziny odciągałam pokarm i potem dopajałam mm. Z każdym odciągnięciem pokarmu było coraz więcej. Na drugi dzień przyjechała położna środowiskowa na pierwsza wizytę. Pyta o karmienie, wiec ja jej całą opowieść przedstawiam. I że ja bardzo chce karmic i że potrzebuje pomocy. Wyskoczyłam z bluzki i biustonosza, pokazałam piersi, pokazałam, że mały ma gdzieś cyc. Patrzę na położną ze łzami w oczach a ona na to, że z moimi piersiami i sutkami jest ok. Mam kupić nakładki, żeby mały pomyślał, że to butla i przystawiać do piersi. Jak synek będzie płakał mam się nie przejmować, tylko przystawiać, przystawiać i przystawiać. Musi nastąpić próba sił – mój cyc kontra mój syn. Zostałam ogromnie zmotywowana i położna tchnęła we mnie nadzieję. Wieczorem przyjechał mąż z nakładkami, siedliśmy w trójkę i hop małego do cyca. Krzyki i lamenty. Ale nie poddałam się. Dwie godziny siłowania, duże wsparcie męża ale w końcu mały chwycił pierś i mleko poleciało. Parę dni karmiłam z nakładkami, ale w końcu stwierdziłam, że spróbuję bez. Znowu lament i płacz. Ale po jakimś czasie mały chwycił samą pierś.
    Teraz mija 5 tydzień i karmię piersią bez żadnych problemów. Nie wolno się poddawać i wierzyć ludziom. Trzeba po prostu próbować – wiem, że nie zawsze sie udaje, ale nie można się od razu poddawać.
    Jeśli ktoś dotarł do końca mojego wywodu to gratuluję i dziękuję za przeczytanie :)

    1. ~kolko-i-krzyzyk pisze:

      Ja dotarłam! Super wypowiedź, pokazująca z jednej strony, że ciagle – niestety – w szpitalach nie ma odpowiedniego wsparcia, ale z drugiej, że jak sie chce (i jednak dostanie sie troche wsparcia, motywacji) to mozna odbudowac laktacje, przejsc przez problemy. Choc ile lez by bylo mniej, gdyby w szpitalach pomogli….

  11. ~AgnieszkaSC pisze:

    A czy podczas karmienia piersią można brać suplementy na wypadanie włosów, takie jak np. Merz Spezial? Pozdrawiam serdecznie ;)

    1. MamaPediatra pisze:

      najlepiej sprawdzić na e-lactancia.org :)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>


0 Flares Twitter 0 Facebook 0 0 Flares ×